FB

Wychowanie jako towarzyszenie w rozwoju19 września 2019 r.

Wychowanie nie jest manipulacją, osobowościową „inżynierią”, przymuszaniem do pozytywnych zachowań. Jest wspieraniem i mądrym, odpowiedzialnym towarzyszeniem w rozwoju, w którym decydujące znaczenie ma własna aktywność i motywacja wychowanka.

Różne dziedziny nauki potwierdzają, że największy wpływ na człowieka wywierają konkretne przykłady i przeżyte doświadczenia. W miarę rozwoju są one coraz lepiej przez wychowanka rozumiane, świadomie wybierane, wprowadzane we własne życie. Wychowawca powinien wskazywać prawdziwe dobro, ale jego pozytywny wpływ zależy od tego czy on sam jest na tyle wiarygodny w swoim życiu, żeby wychowanek uwierzył w jego postawy. Żeby zachęcony nimi chciał podjąć trud samodzielnego dążenia do dobra. Nawet najlepszy wychowawca nie zrobi tego za wychowanka. Może jednak, i powinien go w tym wysiłku wspierać, organizować sytuacje i warunki, które pozwalają doświadczyć radości robienia czegoś dobrego, starania o dobro, dobrego życia, wspólnej pracy prowadzącej do czegoś dobrego (od codziennej dobroci, do trudnych zadań, kiedy trzeba przełamać swój egoizm i podjąć wysiłek zaangażowania się w jakieś dobro wspólne).

Wychowawca, towarzysząc wychowankowi, może i powinien przeżywać z nim tę radość, ale też pomagać mu wychodzić z sytuacji porażki, czy odchodzenia od dobra. Dotyczy to zarówno różnych codziennych działań (wspólnej organizacji życia rodziny, szkoły, klasy, różnych grup), jak i celowego aranżowania takich sytuacji w domu, w szkole i poza nią, w organizacjach pozaszkolnych, w ruchach kościelnych (np. wspólnie realizowana opieka nad potrzebującymi, wspólne działania podejmowane w trosce o dziedzictwo kulturowe i przyrodę, wspólne działania na rzecz własnej społeczności, wspólne poznawanie świata). W każdej z tych sytuacji dla wychowanka ważna jest możliwość bycia z wychowawcą, poznawania go jako człowieka, uczenia się przez współdziałanie z nim.

Najważniejszym zadaniem wychowawcy jest przygotowanie i umotywowanie wychowanka (przede wszystkim własnym przykładem) do samowychowania, które musi trwać całe życie. Współczesna nauka potwierdza jednoznacznie, że osiągnięty stan tak w sferze fizycznej, jak psychicznej i duchowej nigdy nie jest zdobyty raz na zawsze. Zadanie pracy nad sobą dotyczy więc i wychowanka, i wychowawcy.

– prof. dr hab. Katarzyna Olbrycht, „Ewangeliczna lekcja o wychowaniu do bezinteresowności. Refleksje pedagoga” (fragm.).

rozwiń wpis »

Prawda o małżeństwie i rodzinie11 sierpnia 2019 r.

Kościół w Europie we wszystkich formach swej działalności i życia musi wiernie głosić prawdę o małżeństwie i rodzinie. Jest to konieczność odczuwana jako paląca, wie on bowiem, że zadanie to wynika z misji ewangelizacyjnej powierzonej mu przez jego Oblubieńca i Pana, a dziś jawi się jako niezwykle pilne. Liczne czynniki kulturowe, społeczne i polityczne przyczyniają się bowiem do coraz bardziej widocznego kryzysu rodziny. Godzą one w różnej mierze w prawdę i godność osoby ludzkiej, przy czym podają w wątpliwość — wypaczając ją — samą ideę rodziny. Wartość nierozerwalności małżeństwa jest coraz bardziej lekceważona; żąda się prawnego uznania związków faktycznych oraz zrównania ich z prawomocnym małżeństwem; próbuje się akceptować wzorce związku dwóch osób, w których różnica płci nie odgrywa istotnej roli.

W tym kontekście Kościół powinien głosić z nową mocą to, co Ewangelia mówi o małżeństwie i o rodzinie, aby uzmysłowić ich znaczenie i wartość w zbawczym planie Bożym. Szczególnie konieczne jest stanowcze potwierdzenie, że te instytucje w rzeczywistości stanowią wyraz woli Boga. Trzeba przypominać prawdę o rodzinie jako głębokiej wspólnocie życia i miłości, otwartej na przyjęcie nowych istot; jak również o jej godności «Kościoła domowego» i jej udziale w posłannictwie Kościoła i w życiu społeczeństwa.

– św. Jan Paweł II,  „Ecclesia in Europa”.

rozwiń wpis »

Waga modlitwy wobec aktywizmu i sekularyzacji1 sierpnia 2019 r.

Nadszedł moment, aby potwierdzić wagę modlitwy wobec aktywizmu i groźnej sekularyzacji wielu chrześcijan zaangażowanych w pracę charytatywną.

Oczywiście chrześcijanin, który modli się, nie chce zmieniać planów Bożych, czy korygować tego, co Bóg przewidział. Pragnie czegoś więcej, spotkania z Ojcem Jezusa Chrystusa, prosząc, aby On był obecny z pociechą Ducha w nim i w jego pracy. Zażyłość z Bogiem osobowym i poddanie się Jego woli chronią przed degradacją człowieka, ratują go z niewoli fanatycznych i terrorystycznych doktryn.

Autentycznie religijna postawa daleka jest od wynoszenia się do roli sędziego Boga, oskarżania Go, że pozwala na biedę, nie mając litości dla swoich stworzeń. Kto usiłuje walczyć z Bogiem w imię dobra człowieka, na kogo będzie mógł liczyć, gdy działanie ludzkie okaże się bezsilne?

Oczywiście Hiob może żalić się przed Bogiem z powodu istniejącego w świecie niezrozumiałego cierpienia, jawiącego się jako nieusprawiedliwione. Dlatego tak mówi o swoim bólu: «Obym wiedział, gdzie można Go znaleźć, do Jego bym dotarł stolicy. Znałbym słowa obrony mojej, pojmował, co będzie mówił. Czy z wielką mocą ma się ze mną spierać? Więc drżę przed Jego obliczem, ze strachem o Nim rozmyślam, Bóg grozą przenika me serce, Wszechmocny napełnia mnie lękiem» (23, 3. 5-6. 15-16).

Często nie jest nam dane poznać, dlaczego Bóg powstrzymuje rękę zamiast interweniować. Zresztą On nie zabrania nam wołać jak Jezus na krzyżu: «Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?» (Mt 27, 46). Powinniśmy pozostawać z tym pytaniem przed Jego obliczem w modlitewnym dialogu: «Jak długo jeszcze będziesz zwlekał, Panie święty i prawdziwy?» (Ap 6, 10). Św. Augustyn daje odpowiedź wiary na to nasze cierpienie: «Si comprehendis, non est Deus – jeśli Go pojmujesz, nie jest Bogiem».

Nasz protest nie jest wyzwaniem rzuconym Bogu, ani insynuacją błędu, słabości lub obojętności w Nim, czy też, że «śpi» (por. 1 Krl 18, 27). Raczej jest prawdą, że nasze wołanie jest – jak na ustach ukrzyżowanego Jezusa – ostatecznym najgłębszym wyrażeniem naszej wiary w Jego wszechmoc. Chrześcijanie bowiem, pomimo wszystkich nieporozumień i zamieszania w otaczającym ich świecie, nie przestają wierzyć w «dobroć i miłość Boga do ludzi» (por. Tt 3, 4). Choć jak inni ludzie pogrążeni są w dramatycznej złożoności dziejów, pozostają utwierdzeni w przekonaniu, że Bóg jest Ojcem i kocha nas, nawet jeżeli jego milczenie pozostaje dla nas niezrozumiałe.

Wiara, nadzieja i miłość są nierozdzielne. Nadzieja w praktyce wyraża się w cnocie cierpliwości, która nie słabnie w czynieniu dobra nawet w obliczu pozornej porażki, i w pokorze, która akceptuje misterium Boga i ufa Mu nawet w ciemności. Wiara ukazuje nam Boga, który dał swojego Syna za nas i budzi w nas zwycięską pewność, że to prawda: Bóg jest miłością! W ten sposób przemienia w nas niecierpliwość i nasze wątpliwości w pewną nadzieję, że Bóg trzyma w swoich rękach świat, i że mimo wszelkich ciemności On zwycięża, jak to we wstrząsających obrazach ilustruje w sposób radosny Apokalipsa.

Wiara, która jest świadoma miłości Boga objawionej w przebitym na krzyżu Sercu Jezusa, ze swej strony prowokuje miłość. Jest ona światłem – w gruncie rzeczy jedynym – które zawsze na nowo rozprasza mroki ciemnego świata i daje nam odwagę do życia i działania.

Miłość jest możliwa i możemy ją realizować, bo jesteśmy stworzeni na obraz Boga. Żyć miłością i w ten sposób sprawić, aby Boże światło dotarło do świata – do tego właśnie chciałbym zachęcić (…).

– Benedykt XVI, „Deus Caritas est”, Wydawnictwo Watykańskie, 2005, n. 37-39.

rozwiń wpis »

Zielone światło…25 lipca 2019 r.

rozwiń wpis »

Duchowość małżeńska – Jan Paweł II12 lipca 2019 r.

Na tle nauki zawartej w encyklice Humanae vitae staramy się naszkicować zarys duchowości małżeńskiej. W życiu duchowym małżonków działają również dary Ducha Świętego, a w szczególności donum pietatis, czyli dar czci wobec tego, co jest dziełem Bożym. Dar czci w połączeniu z miłością i czystością pomaga w całokształcie obcowania małżeńskiego zidentyfikować ów akt, w którym znaczenie oblubieńcze ciała łączy się (przynajmniej potencjalnie) ze znaczeniem rodzicielskim. Pomaga ustalić wśród wszystkich możliwych „znaków miłości” szczególne, wręcz wyjątkowe znaczenie tego aktu: jego godność i odpowiedzialną doniosłość. Stąd też poniekąd antytezą duchowości małżeńskiej jest podmiotowy brak takiej identyfikacji, związany z praktyką i mentalnością antykoncepcyjną. Jest to (poza wszystkim innym) olbrzymia strata z punktu widzenia wewnętrznej kultury człowieka. Cnota czystości małżeńskiej, a bardziej jeszcze dar czci, kształtuje duchowość małżonków w kierunku zabezpieczenia szczególnej godności tego aktu, tego „znaku miłości”, w którym prawda „mowy ciała” może być wypowiedziana tylko przy uwzględnieniu możliwości rodzicielskich.

Odpowiedzialne rodzicielstwo — to nade wszystko zgodna z prawdą duchowa identyfikacja aktu małżeńskiego w świadomości i woli obojga małżonków, którzy w tym „znaku miłości” (przy uwzględnieniu okoliczności zewnętrznych i wewnętrznych, w szczególności biologicznych) wypowiadają swoją dojrzałą gotowość macierzyństwa i ojcostwa.

Dar czci przyczynia się do tego, że akt małżeński nie zostaje pomniejszony i spłycony w całokształcie małżeńskiego obcowania — że nie doznaje „spowszednienia”, że wyraża się w nim stosowna pełnia treści osobowych i etycznych. A także treści religijnych: wzgląd na majestat Stwórcy, który jest jedynym i ostatecznym źródłem życia, wzgląd na oblubieńczą miłość Odkupiciela. To wszystko stwarza i poszerza niejako wewnętrzną przestrzeń wzajemnej wolności daru, w której przejawia się w pełni oblubieńcze znaczenie męskości i kobiecości.

Przeciwieństwem tej wolności jest wewnętrzny przymus pożądliwości, skierowany w stronę drugiego „ja” jako przedmiotu użycia. Dar czci wyzwala od tego przymusu, uwalnia od wszystkiego, w czym drugie „ja” pozostaje tylko przedmiotem użycia — umacnia wewnętrzną wolność daru.

Nie może się to dokonać inaczej, jak tylko poprzez głęboką identyfikację osobowej godności zarówno kobiecego, jak i męskiego „ja” we wzajemnym obcowaniu. Taka duchowa identyfikacja jest podstawowym owocem daru Ducha Świętego, który skłania człowieka do okazywania szacunku dziełom Boga. To z niej właśnie — a więc pośrednio z tego daru — czerpią swoje autentyczne znaczenie oblubieńcze te wszystkie „znaki miłości”, które stanowią osnowę trwania w jedności małżeńskiej. Jedność ta tylko w określonych okolicznościach wyraża się aktem małżeńskim — natomiast stale i na co dzień może i powinna się wyrażać różnymi „znakami miłości”. Stanowi o nich zdolność „bezinteresownego” wzruszenia drugim „ja”, ze względu na jego kobiecość, czy też — z drugiej strony — ze względu na jego męskość.

Dar czci, którą Duch Święty wzbudza w małżonkach, posiada ogromne znaczenie dla owych „znaków miłości”, ponieważ w parze z nim idzie zdolność głębokiego upodobania i podziwu, bezinteresownej koncentracji na „widzialnym” i równocześnie „niewidzialnym” pięknie kobiecości czy męskości — wreszcie: głębokie poczucie bezinteresownego obdarowania „drugim”.

Wszystko to stanowi o duchowej identyfikacji tego, co męskie, co kobiece — co „cielesne”, a równocześnie osobowe. Z tej duchowej identyfikacji wyłania się poczucie zjednoczenia „przez ciało”, przy zachowaniu wewnętrznej wolności daru. Poprzez „znaki miłości” małżonkowie pomagają sobie wzajemnie trwać w zjednoczeniu, a równocześnie „znaki” te zabezpieczają w każdym z osobna ów „pokój głębi”, który jest jakby wewnętrznym rezonansem czystości, kierowanej darem czci.

Dar niesie ze sobą głęboką i wszechstronną koncentrację na osobie — ogarnia tą koncentracją całą osobę w jej kobiecości i męskości — i w ten sposób stwarza wewnętrzny klimat osobowego zjednoczenia. Tylko w takim klimacie osobowego zjednoczenia małżonków dojrzewa prawidłowo ich rodzicielstwo — to rodzicielstwo, które określamy jako „odpowiedzialne”.

Encyklika Humanae vitae pozwala nam zbudować zarys duchowości małżeńskiej. Jest to ta duchowość, w której — przez uwzględnienie porządku „biologicznego”, a równocześnie na gruncie czystości wspieranej przez donum pietatis — kształtuje się wewnętrzna harmonia małżeństwa, związana z tym, co encyklika określa jako „dwoistą funkcję znaku”. Harmonia ta oznacza, że małżonkowie obcują ze sobą w wewnętrznej prawdzie „mowy ciała”. Encyklika Humanae vitae głosi więź nienaruszalną, jaka zachodzi pomiędzy tą „prawdą” a miłością.

– Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich…, 21 listopada 1984 r.

rozwiń wpis »

Tajemnica to wielka… – Jan Paweł II5 lipca 2019 r.

Analizując odnośne człony Listu do Efezjan, stwierdziliśmy poprzednim razem, że wzajemny stosunek pomiędzy małżonkami, mężem i żoną, winien być przez chrześcijan rozumiany na podobieństwo stosunku między Chrystusem a Kościołem. Stosunek pomiędzy Chrystusem a Kościołem jest objawieniem i urzeczywistnieniem w czasie tajemnicy zbawienia, wybrania z miłości, która odwiecznie „ukryta jest” w Bogu. W objawieniu tym i urzeczywistnieniu owa zbawcza tajemnica osiąga szczególny rys miłości oblubieńczej w stosunku Chrystusa do Kościoła — i dlatego najwłaściwiej można ją wyrazić, odwołując się do analogii tego stosunku, jaki zachodzi — powinien zachodzić — pomiędzy mężem i żoną w małżeństwie.

Analogia ta wyjaśnia tajemnicę, przynajmniej do pewnego stopnia. Owszem, wydaje się, że wedle autora Listu do Efezjan jest to jedyna analogia, którą można zastosować, jeśli usiłujemy wyrazić tajemnicę stosunku Chrystusa do kościoła — a sięgając dalej jeszcze: tajemnicę odwiecznej miłości Boga do człowieka, do ludzkości, która wyraża się i urzeczywistnia w czasie poprzez stosunek Chrystusa do Kościoła.

Jeżeli — jak powiedzieliśmy — analogia ta wyjaśnia tajemnicę, to równocześnie ona sama tłumaczy się poprzez tę tajemnicę. Stosunek oblubieńczy, jaki łączy małżonków, męża i żonę, ma — wedle autora Listu do Efezjan — dopomóc nam w zrozumieniu tej miłości, jaka łączy Chrystusa z Kościołem — tej miłości wzajemnej Chrystusa i Kościoła, w której urzeczywistnia się odwieczny Boży plan zbawienia człowieka. Jednakże znaczenie analogii na tym się nie kończy. Wyjaśniając tajemnicę stosunku pomiędzy Chrystusem i Kościołem, użyta w Liście do Efezjan analogia odsłania tym samym zasadniczą prawdę o małżeństwie: małżeństwo wówczas tylko odpowiada powołaniu chrześcijan, jeżeli odzwierciedla się w nim owa miłość, jaką Chrystus – Oblubieniec obdarza Kościół — swą Oblubienicę, i jaką Kościół (na podobieństwo żony „poddanej”, a więc w pełni oddanej) stara się odwzajemniać Chrystusowi. Jest to miłość zbawcza, odkupieńcza — ta miłość, którą człowiek został odwiecznie umiłowany przez Boga w Chrystusie: „W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4).

Małżeństwo tylko wówczas odpowiada powołaniu chrześcijan jako małżonków, jeśli ta właśnie miłość w nim się odzwierciedla i urzeczywistnia. Uwydatni się to, gdy spróbujemy odczytać naszą analogię w przeciwnym kierunku, to znaczy wychodząc od związku Chrystusa z Kościołem, a zwracając się w stronę związku męża i żony w małżeństwie. Tekst używa trybu zalecającego: „Żony niechaj będą poddane swym mężom […] jak Kościół poddany jest Chrystusowi”. Z kolei zaś: „Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół” Zwroty te wskazują, że chodzi tutaj o powinność moralną. Aby jednak taką powinność można było zalecić, musi się przyjąć, że w samej istocie małżeństwa odzwierciedla się i urzeczywistnia coś z tego, co zachodzi pomiędzy Chrystusem a Kościołem. Trzeba przyjąć, że w samej istocie małżeństwa zawiera się jakaś cząstka tej samej tajemnicy. W przeciwnym razie cała analogia musiałaby zawisnąć w próżni. Wezwanie autora Listu do Efezjan skierowane do małżonków, aby kształtowali swój wzajemny stosunek na podobieństwo odniesienia Chrystusa do Kościoła („tak — jak”), byłoby wówczas pozbawione realnej podstawy, jakby gruntu pod nogami. Taka jest logika użytej w naszym tekście analogii.

→ zobacz całość…

rozwiń wpis »

„Stworzył ich jako mężczyznę i kobietę”3 lipca 2019 r.

Portal eKAI.pl udostępnił polskie tłumaczenie dokumentu Kongregacji ds. edukacji katolickiej na temat kwestii gender w edukacji:

Coraz powszechniejsza jest świadomość, że stajemy obecnie w obliczu w tego, co można słusznie nazwać kryzysem wychowawczym, szczególnie w odniesieniu do kwestii uczuciowości i płciowości. W wielu przypadkach planowane są i wdrażane programy nauczania, w których „prezentowane są koncepcje osoby i życia pozornie neutralne, lecz w rzeczywistości odzwierciedlające antropologię sprzeczną z wiarą i z prawym rozumem” [1]. Dezorientacja antropologiczna, powszechnie cechująca klimat kulturowy naszych czasów, przyczyniła się z pewnością do destabilizacji rodziny jako instytucji, niosąc ze sobą skłonność do zamazywania różnic między mężczyzną a kobietą, uważanych jedynie za skutki uwarunkowań historyczno-kulturowych.

W tym kontekście misja wychowawcza staje przed wyzwaniem, które „wyłania się z różnych form ideologii, ogólnie zwanej «gender», która «zaprzecza różnicy i naturalnej komplementarności mężczyzny i kobiety. Ukazuje ona społeczeństwo bez różnic płciowych i banalizuje podstawy antropologiczne rodziny. Ideologia ta wprowadza projekty edukacyjne i wytyczne legislacyjne promujące tożsamość osobistą i związki emocjonalne w całkowitym oderwaniu od różnic biologicznych między mężczyzną a kobietą. Tożsamość człowieka jest zdana na indywidualistyczny wybór, który może się również z czasem zmieniać»”.

→ czytaj całość na stronie eKAI.pl

rozwiń wpis »

Umiłowanie tego, co ojczyste25 czerwca 2019 r.

Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania. Świadczą o tym tak liczne mogiły żołnierzy, którzy walczyli za Polskę na różnych frontach świata. Są one rozsiane na ziemi ojczystej oraz poza jej granicami. Wydaje mi się jednak, że jest to doświadczenie każdego kraju i każdego narodu w Europie i na świecie. Ojczyzna jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli i jako taka, jest też wielkim obowiązkiem. Analiza dziejów dawniejszych i współczesnych dowodzi, że Polacy mieli odwagę, nawet w stopniu heroicznym, dzięki której potrafili wywiązywać się z tego obowiązku, gdy chodziło o obronę ojczyzny jako naczelnego dobra. Nie oznacza to, że w niektórych okresach nie można było dostrzec osłabienia tej gotowości do ofiary, jakiej wymagało wprowadzanie w życie wartości i ideałów związanych z pojęciem ojczyzny. Były to te momenty, w których prywata oraz tradycyjny polski indywidualizm dawały o sobie znać jako przeszkody. (…) Tak jak rodzina, również naród i ojczyzna pozostają rzeczywistościami nie do zastąpienia.

– Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość. Rozmowy na przełomie tysiącleci, Wydawnictwo Znak, Kraków 2005, s. 71-73.

rozwiń wpis »

Myśleć i wybierać jak Chrystus14 czerwca 2019 r.

Wychowanie do życia chrześcijańskiego nie polega jedynie na trosce o rozwój duchowy jednostki, chociaż solidne i regularne życie modlitewne pozostaje zasadą i fundamentem całej budowli. Zażyłość z Bogiem, jeśli jest autentyczna, każe myśleć, wybierać i działać, tak jak myślał, wybierał i działał sam Chrystus, oraz oddać Mu się do dyspozycji, aby kontynuować Jego zbawcze dzieło.

„Życie duchowe”, które tworzy wieź między człowiekiem a miłością Bożą i kształtuje w chrześcijaninie wizerunek Jezusa, może stać się lekarstwem na chorobę naszej epoki, nadmiernie rozwiniętej pod względem racjonalno-technicznym, a nie dość wrażliwej na człowieka, na jego oczekiwania i na jego tajemnicę. Trzeba pilnie odbudować świat życia wewnętrznego, inspirowanego i podtrzymywanego przez Ducha Świętego, karmionego modlitwą i skierowanego ku działaniu. To życie wewnętrzne musi być wystarczająco silne, aby mogło przetrwać różnorakie sytuacje, w których trzeba dochować wierności określonej wizji, a nie ulec presji otoczenia.

– Jan Paweł II, Orędzie do młodzieży z okazji XIII ŚDM 1997, w: Podręcznik Pokolenia JP II, Poznań 2008, s. 618-619.

rozwiń wpis »

O nowy sposób wychowywania do wiary10 czerwca 2019 r.

Tak naprawdę żyjemy w epoce, w której konieczna jest nowa ewangelizacja. W epoce, w której Dobra Nowina musi być głoszona tak, aby w nowy sposób wnikała w nasze myślenie i w nasze rozumienie. Człowiek zawsze pozostaje ten sam, pomimo wielu zmian. Nie byłoby tylu wierzących, gdyby w głębi serca nie przyznawali: „Tak, to, co głosi religia, jest tym, czego potrzebujemy. Sama nauka nie wypełni całego naszego życia”.

Widzieliśmy, że postęp spowodował wzrost naszych możliwości. Lecz nie wzrosła przez to nasza wielkość – ani moralność, ani człowieczeństwo.

– Benedykt XVI, „Dlaczego wierzę”, s. 38.

rozwiń wpis »
Następna strona »
Portal społecznościowo-informacyjny DEON.plWydawnictwo Ludzie BogaFronda.pl - portal poświęconyKonferencja Episkopatu PolskiMiłujcie się! - katolicki dwumiesięcznik ewangelizacyjnyRada Szkół KatolickichŚwiatowe Dni Młodzieży - Kraków 2016Wiara.pl - portal ludzi otwartychDon BOSCO - salezjańskie pismo dla rodziców, nauczycieli i wychowawcówKatecheta - pismo wychowawców katolickichMłodzieżowa Agencja Informacyjna Maika
© RADA SZKÓŁ KATOLICKICH, Skwer Kard. Stefana Wyszyńskiego 6, 01-015 Warszawa, e-mail: biuro@rsk.edu.pl, tel. (22) 530 49 07.
Wsparcie techniczne zapewnia: http://ordigital.pl