FB

Chrześcijańska radość21 stycznia 2020 r.

rozwiń wpis »

Św. Jan Paweł II o ojcostwie22 listopada 2019 r.

rozwiń wpis »

Kard. Sarah do młodych13 listopada 2019 r.

Drodzy młodzi chrześcijanie, jeśli starcowi takiemu jak święty Jan wolno zwrócić się do was wprost, ja także was napominam i wam mówię: zwyciężyliście Złego! Zwalczajcie wszelkie prawo przeciwne naturze, jakie chciano by wam narzucić, przeciwstawiajcie się wszelkiemu prawu przeciwko życiu i przeciwko rodzinie. Bądźcie tymi, którzy obierają przeciwny kierunek! Odważcie się iść pod prąd! Dla nas, chrześcijan, tym przeciwnym kierunkiem nie jest miejsce, lecz Osoba – Jezus Chrystus, nasz Przyjaciel i nasz Odkupiciel.

Wam, młodym, szczególnie przypada w udziale konkretne zadanie: ocalić ludzką miłość przed tragicznym zwyrodnieniem, jakiemu uległa. Miłość, która przestała być darem z siebie i stała się tylko posiadaniem innego człowieka, posiadaniem często pełnym przemocy i tyranii. Na Krzyżu Bóg objawił nam siebie jako agape, czyli Miłość, która oddaje siebie aż po śmierć. Kochać prawdziwie to umrzeć za innego człowieka tak, jak ten młody żandarm, pułkownik Arnaud Beltrame.

Koniecznie i pilnie musimy się nawrócić. Koniecznie i natychmiast musimy zmienić kierunek. Nawrócenie jest osobistym zaangażowaniem, ale nie może się dokonać bez pomocy Boga i Jego łaski. Z etymologicznego punktu widzenia, „nawrócić się” znaczy zwrócić się w przeciwną stronę i zacząć patrzeć w nowym kierunku.

Droga, na którą teraz wchodzimy, nie jest miejscem. Jest osobą. To Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel i nasz Bóg. Zostawiamy złe i błędne życie, by znaleźć miłość. Nawrócenie świętego Pawła na drodze do Damaszku znakomicie pokazuje znaczenie zerwania, prawdziwie zakorzenionego w Chrystusie. Nawrócenie jest zerwaniem z przeszłością. Obieramy kierunek Chrystusa.

– Kard. Robert Sarah, „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli”, Warszawa 2019, s. 64n.

rozwiń wpis »

św. Jan Paweł II o Różańcu21 października 2019 r.

Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta [różańcowa] miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. Przypomniała mi o tym z mocą moja niedawna podróż do Polski, a przede wszystkim odwiedziny Sanktuarium w Kalwarii.

Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. Dwadzieścia cztery lata temu, 29 października 1978 roku, zaledwie w dwa tygodnie po wyborze na Stolicę Piotrową, tak mówiłem, niejako otwierając swe serce: różaniec «to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem. […] Można powiedzieć, że różaniec staje się jakby modlitewnym komentarzem do ostatniego rozdziału Konstytucji Vaticanum II Lumen gentium, mówiącego o przedziwnej obecności Bogarodzicy w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Aniel skiego (Ave Maria) przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych. Jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez – można by powiedzieć – Serce Jego Matki. Równocześnie zaś w te same dziesiątki różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. Sprawy osobiste, sprawy naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy nam są najbliżsi, tych, o których najbardziej się troszczymy. W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim».

Tymi słowami, drodzy Bracia i Siostry, wprowadzałem pierwszy rok mego pontyfikatu w codzienny rytm różańca. Dziś, na początku dwudziestego piątego roku posługi jako Następca Piotra, pragnę uczynić to samo. Ileż łask otrzymałem w tych latach od Najświętszej Dziewicy poprzez różaniec. Magnificat anima mea Dominum! Pragnę wznosić dziękczynienie Panu słowami Jego Najświętszej Matki, pod której opiekę złożyłem moją posługę Piotrową: Totus tuus!

– św. Jan Paweł II, List Apostolski Rosarium Virginis Mariae, n. 2.

rozwiń wpis »

Wychowywać do nadziei25 września 2019 r.

«Nie da się wychowywać kultywując w sercu rozgoryczenie, smutek i tęsknotę za czasami, gdy było łatwiej. Znana jest anegdota mówiąca o mędrcu ateńskim, który chcąc pokazać jaka jest droga odrodzenia chylącej się ku upadkowi cywilizacji rzucił o posadzkę nadgniłym owocem. Owoc rozpadł się i ukazały się zdrowe pestki – nadzieję na ratunek społeczeństwa stanowi młode pokolenie. Pełne nadziei, jasne spojrzenie na młodość nie może jednak oznaczać niedostrzegania niebezpieczeństw, na jakie narażeni są młodzi. Papież Franciszek ostrzega między innymi przed „negowaniem wartości tradycji rodzinnej i uznaniem jej za opresyjną”. Uleganie naciskowi globalnej kultury pozostawia człowieka w takich sytuacjach bez punktów odniesienia (CV 80)»

rozwiń wpis »

Wychowanie jako towarzyszenie w rozwoju19 września 2019 r.

Wychowanie nie jest manipulacją, osobowościową „inżynierią”, przymuszaniem do pozytywnych zachowań. Jest wspieraniem i mądrym, odpowiedzialnym towarzyszeniem w rozwoju, w którym decydujące znaczenie ma własna aktywność i motywacja wychowanka.

Różne dziedziny nauki potwierdzają, że największy wpływ na człowieka wywierają konkretne przykłady i przeżyte doświadczenia. W miarę rozwoju są one coraz lepiej przez wychowanka rozumiane, świadomie wybierane, wprowadzane we własne życie. Wychowawca powinien wskazywać prawdziwe dobro, ale jego pozytywny wpływ zależy od tego czy on sam jest na tyle wiarygodny w swoim życiu, żeby wychowanek uwierzył w jego postawy. Żeby zachęcony nimi chciał podjąć trud samodzielnego dążenia do dobra. Nawet najlepszy wychowawca nie zrobi tego za wychowanka. Może jednak, i powinien go w tym wysiłku wspierać, organizować sytuacje i warunki, które pozwalają doświadczyć radości robienia czegoś dobrego, starania o dobro, dobrego życia, wspólnej pracy prowadzącej do czegoś dobrego (od codziennej dobroci, do trudnych zadań, kiedy trzeba przełamać swój egoizm i podjąć wysiłek zaangażowania się w jakieś dobro wspólne).

Wychowawca, towarzysząc wychowankowi, może i powinien przeżywać z nim tę radość, ale też pomagać mu wychodzić z sytuacji porażki, czy odchodzenia od dobra. Dotyczy to zarówno różnych codziennych działań (wspólnej organizacji życia rodziny, szkoły, klasy, różnych grup), jak i celowego aranżowania takich sytuacji w domu, w szkole i poza nią, w organizacjach pozaszkolnych, w ruchach kościelnych (np. wspólnie realizowana opieka nad potrzebującymi, wspólne działania podejmowane w trosce o dziedzictwo kulturowe i przyrodę, wspólne działania na rzecz własnej społeczności, wspólne poznawanie świata). W każdej z tych sytuacji dla wychowanka ważna jest możliwość bycia z wychowawcą, poznawania go jako człowieka, uczenia się przez współdziałanie z nim.

Najważniejszym zadaniem wychowawcy jest przygotowanie i umotywowanie wychowanka (przede wszystkim własnym przykładem) do samowychowania, które musi trwać całe życie. Współczesna nauka potwierdza jednoznacznie, że osiągnięty stan tak w sferze fizycznej, jak psychicznej i duchowej nigdy nie jest zdobyty raz na zawsze. Zadanie pracy nad sobą dotyczy więc i wychowanka, i wychowawcy.

– prof. dr hab. Katarzyna Olbrycht, „Ewangeliczna lekcja o wychowaniu do bezinteresowności. Refleksje pedagoga” (fragm.).

rozwiń wpis »

Prawda o małżeństwie i rodzinie11 sierpnia 2019 r.

Kościół w Europie we wszystkich formach swej działalności i życia musi wiernie głosić prawdę o małżeństwie i rodzinie. Jest to konieczność odczuwana jako paląca, wie on bowiem, że zadanie to wynika z misji ewangelizacyjnej powierzonej mu przez jego Oblubieńca i Pana, a dziś jawi się jako niezwykle pilne. Liczne czynniki kulturowe, społeczne i polityczne przyczyniają się bowiem do coraz bardziej widocznego kryzysu rodziny. Godzą one w różnej mierze w prawdę i godność osoby ludzkiej, przy czym podają w wątpliwość — wypaczając ją — samą ideę rodziny. Wartość nierozerwalności małżeństwa jest coraz bardziej lekceważona; żąda się prawnego uznania związków faktycznych oraz zrównania ich z prawomocnym małżeństwem; próbuje się akceptować wzorce związku dwóch osób, w których różnica płci nie odgrywa istotnej roli.

W tym kontekście Kościół powinien głosić z nową mocą to, co Ewangelia mówi o małżeństwie i o rodzinie, aby uzmysłowić ich znaczenie i wartość w zbawczym planie Bożym. Szczególnie konieczne jest stanowcze potwierdzenie, że te instytucje w rzeczywistości stanowią wyraz woli Boga. Trzeba przypominać prawdę o rodzinie jako głębokiej wspólnocie życia i miłości, otwartej na przyjęcie nowych istot; jak również o jej godności «Kościoła domowego» i jej udziale w posłannictwie Kościoła i w życiu społeczeństwa.

– św. Jan Paweł II,  „Ecclesia in Europa”.

rozwiń wpis »

Waga modlitwy wobec aktywizmu i sekularyzacji1 sierpnia 2019 r.

Nadszedł moment, aby potwierdzić wagę modlitwy wobec aktywizmu i groźnej sekularyzacji wielu chrześcijan zaangażowanych w pracę charytatywną.

Oczywiście chrześcijanin, który modli się, nie chce zmieniać planów Bożych, czy korygować tego, co Bóg przewidział. Pragnie czegoś więcej, spotkania z Ojcem Jezusa Chrystusa, prosząc, aby On był obecny z pociechą Ducha w nim i w jego pracy. Zażyłość z Bogiem osobowym i poddanie się Jego woli chronią przed degradacją człowieka, ratują go z niewoli fanatycznych i terrorystycznych doktryn.

Autentycznie religijna postawa daleka jest od wynoszenia się do roli sędziego Boga, oskarżania Go, że pozwala na biedę, nie mając litości dla swoich stworzeń. Kto usiłuje walczyć z Bogiem w imię dobra człowieka, na kogo będzie mógł liczyć, gdy działanie ludzkie okaże się bezsilne?

Oczywiście Hiob może żalić się przed Bogiem z powodu istniejącego w świecie niezrozumiałego cierpienia, jawiącego się jako nieusprawiedliwione. Dlatego tak mówi o swoim bólu: «Obym wiedział, gdzie można Go znaleźć, do Jego bym dotarł stolicy. Znałbym słowa obrony mojej, pojmował, co będzie mówił. Czy z wielką mocą ma się ze mną spierać? Więc drżę przed Jego obliczem, ze strachem o Nim rozmyślam, Bóg grozą przenika me serce, Wszechmocny napełnia mnie lękiem» (23, 3. 5-6. 15-16).

Często nie jest nam dane poznać, dlaczego Bóg powstrzymuje rękę zamiast interweniować. Zresztą On nie zabrania nam wołać jak Jezus na krzyżu: «Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?» (Mt 27, 46). Powinniśmy pozostawać z tym pytaniem przed Jego obliczem w modlitewnym dialogu: «Jak długo jeszcze będziesz zwlekał, Panie święty i prawdziwy?» (Ap 6, 10). Św. Augustyn daje odpowiedź wiary na to nasze cierpienie: «Si comprehendis, non est Deus – jeśli Go pojmujesz, nie jest Bogiem».

Nasz protest nie jest wyzwaniem rzuconym Bogu, ani insynuacją błędu, słabości lub obojętności w Nim, czy też, że «śpi» (por. 1 Krl 18, 27). Raczej jest prawdą, że nasze wołanie jest – jak na ustach ukrzyżowanego Jezusa – ostatecznym najgłębszym wyrażeniem naszej wiary w Jego wszechmoc. Chrześcijanie bowiem, pomimo wszystkich nieporozumień i zamieszania w otaczającym ich świecie, nie przestają wierzyć w «dobroć i miłość Boga do ludzi» (por. Tt 3, 4). Choć jak inni ludzie pogrążeni są w dramatycznej złożoności dziejów, pozostają utwierdzeni w przekonaniu, że Bóg jest Ojcem i kocha nas, nawet jeżeli jego milczenie pozostaje dla nas niezrozumiałe.

Wiara, nadzieja i miłość są nierozdzielne. Nadzieja w praktyce wyraża się w cnocie cierpliwości, która nie słabnie w czynieniu dobra nawet w obliczu pozornej porażki, i w pokorze, która akceptuje misterium Boga i ufa Mu nawet w ciemności. Wiara ukazuje nam Boga, który dał swojego Syna za nas i budzi w nas zwycięską pewność, że to prawda: Bóg jest miłością! W ten sposób przemienia w nas niecierpliwość i nasze wątpliwości w pewną nadzieję, że Bóg trzyma w swoich rękach świat, i że mimo wszelkich ciemności On zwycięża, jak to we wstrząsających obrazach ilustruje w sposób radosny Apokalipsa.

Wiara, która jest świadoma miłości Boga objawionej w przebitym na krzyżu Sercu Jezusa, ze swej strony prowokuje miłość. Jest ona światłem – w gruncie rzeczy jedynym – które zawsze na nowo rozprasza mroki ciemnego świata i daje nam odwagę do życia i działania.

Miłość jest możliwa i możemy ją realizować, bo jesteśmy stworzeni na obraz Boga. Żyć miłością i w ten sposób sprawić, aby Boże światło dotarło do świata – do tego właśnie chciałbym zachęcić (…).

– Benedykt XVI, „Deus Caritas est”, Wydawnictwo Watykańskie, 2005, n. 37-39.

rozwiń wpis »

Zielone światło…25 lipca 2019 r.

rozwiń wpis »

Duchowość małżeńska – Jan Paweł II12 lipca 2019 r.

Na tle nauki zawartej w encyklice Humanae vitae staramy się naszkicować zarys duchowości małżeńskiej. W życiu duchowym małżonków działają również dary Ducha Świętego, a w szczególności donum pietatis, czyli dar czci wobec tego, co jest dziełem Bożym. Dar czci w połączeniu z miłością i czystością pomaga w całokształcie obcowania małżeńskiego zidentyfikować ów akt, w którym znaczenie oblubieńcze ciała łączy się (przynajmniej potencjalnie) ze znaczeniem rodzicielskim. Pomaga ustalić wśród wszystkich możliwych „znaków miłości” szczególne, wręcz wyjątkowe znaczenie tego aktu: jego godność i odpowiedzialną doniosłość. Stąd też poniekąd antytezą duchowości małżeńskiej jest podmiotowy brak takiej identyfikacji, związany z praktyką i mentalnością antykoncepcyjną. Jest to (poza wszystkim innym) olbrzymia strata z punktu widzenia wewnętrznej kultury człowieka. Cnota czystości małżeńskiej, a bardziej jeszcze dar czci, kształtuje duchowość małżonków w kierunku zabezpieczenia szczególnej godności tego aktu, tego „znaku miłości”, w którym prawda „mowy ciała” może być wypowiedziana tylko przy uwzględnieniu możliwości rodzicielskich.

Odpowiedzialne rodzicielstwo — to nade wszystko zgodna z prawdą duchowa identyfikacja aktu małżeńskiego w świadomości i woli obojga małżonków, którzy w tym „znaku miłości” (przy uwzględnieniu okoliczności zewnętrznych i wewnętrznych, w szczególności biologicznych) wypowiadają swoją dojrzałą gotowość macierzyństwa i ojcostwa.

Dar czci przyczynia się do tego, że akt małżeński nie zostaje pomniejszony i spłycony w całokształcie małżeńskiego obcowania — że nie doznaje „spowszednienia”, że wyraża się w nim stosowna pełnia treści osobowych i etycznych. A także treści religijnych: wzgląd na majestat Stwórcy, który jest jedynym i ostatecznym źródłem życia, wzgląd na oblubieńczą miłość Odkupiciela. To wszystko stwarza i poszerza niejako wewnętrzną przestrzeń wzajemnej wolności daru, w której przejawia się w pełni oblubieńcze znaczenie męskości i kobiecości.

Przeciwieństwem tej wolności jest wewnętrzny przymus pożądliwości, skierowany w stronę drugiego „ja” jako przedmiotu użycia. Dar czci wyzwala od tego przymusu, uwalnia od wszystkiego, w czym drugie „ja” pozostaje tylko przedmiotem użycia — umacnia wewnętrzną wolność daru.

Nie może się to dokonać inaczej, jak tylko poprzez głęboką identyfikację osobowej godności zarówno kobiecego, jak i męskiego „ja” we wzajemnym obcowaniu. Taka duchowa identyfikacja jest podstawowym owocem daru Ducha Świętego, który skłania człowieka do okazywania szacunku dziełom Boga. To z niej właśnie — a więc pośrednio z tego daru — czerpią swoje autentyczne znaczenie oblubieńcze te wszystkie „znaki miłości”, które stanowią osnowę trwania w jedności małżeńskiej. Jedność ta tylko w określonych okolicznościach wyraża się aktem małżeńskim — natomiast stale i na co dzień może i powinna się wyrażać różnymi „znakami miłości”. Stanowi o nich zdolność „bezinteresownego” wzruszenia drugim „ja”, ze względu na jego kobiecość, czy też — z drugiej strony — ze względu na jego męskość.

Dar czci, którą Duch Święty wzbudza w małżonkach, posiada ogromne znaczenie dla owych „znaków miłości”, ponieważ w parze z nim idzie zdolność głębokiego upodobania i podziwu, bezinteresownej koncentracji na „widzialnym” i równocześnie „niewidzialnym” pięknie kobiecości czy męskości — wreszcie: głębokie poczucie bezinteresownego obdarowania „drugim”.

Wszystko to stanowi o duchowej identyfikacji tego, co męskie, co kobiece — co „cielesne”, a równocześnie osobowe. Z tej duchowej identyfikacji wyłania się poczucie zjednoczenia „przez ciało”, przy zachowaniu wewnętrznej wolności daru. Poprzez „znaki miłości” małżonkowie pomagają sobie wzajemnie trwać w zjednoczeniu, a równocześnie „znaki” te zabezpieczają w każdym z osobna ów „pokój głębi”, który jest jakby wewnętrznym rezonansem czystości, kierowanej darem czci.

Dar niesie ze sobą głęboką i wszechstronną koncentrację na osobie — ogarnia tą koncentracją całą osobę w jej kobiecości i męskości — i w ten sposób stwarza wewnętrzny klimat osobowego zjednoczenia. Tylko w takim klimacie osobowego zjednoczenia małżonków dojrzewa prawidłowo ich rodzicielstwo — to rodzicielstwo, które określamy jako „odpowiedzialne”.

Encyklika Humanae vitae pozwala nam zbudować zarys duchowości małżeńskiej. Jest to ta duchowość, w której — przez uwzględnienie porządku „biologicznego”, a równocześnie na gruncie czystości wspieranej przez donum pietatis — kształtuje się wewnętrzna harmonia małżeństwa, związana z tym, co encyklika określa jako „dwoistą funkcję znaku”. Harmonia ta oznacza, że małżonkowie obcują ze sobą w wewnętrznej prawdzie „mowy ciała”. Encyklika Humanae vitae głosi więź nienaruszalną, jaka zachodzi pomiędzy tą „prawdą” a miłością.

– Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich…, 21 listopada 1984 r.

rozwiń wpis »
Następna strona »
Portal społecznościowo-informacyjny DEON.plWydawnictwo Ludzie BogaFronda.pl - portal poświęconyKonferencja Episkopatu PolskiMiłujcie się! - katolicki dwumiesięcznik ewangelizacyjnyRada Szkół KatolickichŚwiatowe Dni Młodzieży - Kraków 2016Wiara.pl - portal ludzi otwartychDon BOSCO - salezjańskie pismo dla rodziców, nauczycieli i wychowawcówKatecheta - pismo wychowawców katolickichMłodzieżowa Agencja Informacyjna Maika
© RADA SZKÓŁ KATOLICKICH, Skwer Kard. Stefana Wyszyńskiego 6, 01-015 Warszawa, e-mail: biuro@rsk.edu.pl, tel. (22) 530 49 07.
Wsparcie techniczne zapewnia: http://ordigital.pl