FB

Czas na czystość14 maja 2019 r.

Walka o dusze trwa! Nadszedł czas na KONTRREWOLUCJĘ przeciwko siłom zła naszych czasów. Pora wkroczyć do Armii Maryi i przeciwstawić się modzie na nieczystość, która gubi tyle Jej dzieci. Wal­czymy po stronie Zwycięzcy. To Maryja zmiażdży głowę węża, to Jej Niepokalane Serce zatriumfuje! Po­ra wziąć do ręki broń – Różaniec. To jest czas Maryi! Czas na czystość! (…)

Pisząc tę książkę zauważyłam, że Duch Święty już od dawna ją planował, ponieważ tytuł mojej pracy magisterskiej na kierunku pielęgniarstwo brzmiał: „Wybrane aspekty etyki seksualnej. Badania wśród młodzieży studiującej”. Z tym tematem również wiąże się pewna historia. Chciałam napisać coś, co będzie wartościowe, a zupełnie nie miałam pomysłu.

Pewnego dnia podczas ćwiczeń na studiach przyglądaliśmy się jakiemuś zabiegowi lekarskiemu. Po chwili zorientowałam się, że to, na co patrzę, jest po prostu… aborcją. „Lekarze” doprowadzali do poronienia. Zaczęłam pytać jednego z nich o powód takiego postępowania i wywiązała się dyskusja. Rozmowa przeszła na trochę inny tor i lekarz w pewnym momencie stwierdził, że nie wierzy, by któraś z nas, studentek, nie miałaby co najmniej siedmiu partnerów seksualnych przed ślubem. Odpowiedziałam, że chcę zachować wstrzemięźliwość aż do ślubu. Ów człowiek zaczął się wyśmiewać ze mnie, ale na szczęście koleżanki poparły moje zdanie i „doktor” odpuścił, widząc, że nie wygra… Dlaczego o tym mówię? Nieczystość prowadzi do największej zbrodni zaakceptowanej przez dzisiejszy świat: mordowania niewinnych dzieci w łonie matki – łonie, które powinno być dla nich ochroną.»

Święty Jan Paweł II w drugim rozdziale adhortacji apostolskiej Familiaris Consortio pisał, że rodzina „zało­żona i ożywiana przez miłość, jest wspólnotą osób: mężczy­zny i kobiety jako małżonków, rodziców, dzieci i krewnych”. Walka o rodzinę trwa, ponieważ „Kościół znaj­duje w rodzinie, zrodzonej z sakramentu, swoją kolebkę i miejsce, w którym wchodzi w pokolenia ludzkie, a one w Kościół”. Innymi słowy: bez rodziny, na której opie­ra się całe stworzenie, Kościół straci swój fundament. To dlatego w obecnych czasach szatan tak zaprzecza podstawowym funkcjom rodziny opisanym w roz­dziale III Familiaris Consortio. (…)

Kontrrewolucja, czyli dobry bunt. To jest to, czego potrzebuje świat: prawdziwych powstańców, którzy nie będą iść za modą tego świata, którzy będą rady­kalnie przeciwstawiać się złu, odrzucać choćby pozór zła, którzy będą świadkami Jezusowej miłości, całko­wicie oddani Maryi. (…)

Wiele razy słyszałam, jak ludzie wierzący uspra­wiedliwiają się z oglądania scen erotycznych w fil­mach, tłumacząc, że są dorośli i że to jest ludzkie. Jed­nak wszystko zostaje w sercu. To samo dotyczy kwe­stii ubioru. Często słyszę: „Przecież masz ładne nogi. Dlaczego ich nie pokazujesz?”. A ja wtedy odpowia­dam, że chcę, aby pewne części ciała oglądał tylko mój przyszły mąż, a nie każdy, kto mnie zobaczy na ulicy. Mówię też młodym dziewczynom, by ubierały się tak, żeby podobać się Maryi. Ja Maryję zabieram na zaku­py i się z nią konsultuję. Pytam, czy dana rzecz by się Jej podobała. A jak? Po prostu: „Maryjo, gdybyś żyła w naszych czasach jako świecka osoba, włożyłabyś coś takiego?„. (…)

Diabeł nas oszukał. Oszukał nas przez złe pojęcie miłości. Kiedyś jedna siostra zakonna powiedziała mi, że szkoda jej takich dziewczyn, które się skąpo ubiera­ją. Im krótsza spódniczka, tym większe u tej osoby jest wołanie o miłość i zainteresowanie nią. Dziewczyny chcą zachowywać się tak, jak bohaterowie z filmów czy seriali. A co tam jest promowane? Pieniądze, pięk­no fizyczne, przyjemności, seks…; wszystko to, co przemija. (…)

Nie jesteśmy osamotnieni w walce. Matka Boża daje nam broń! Jest nią RÓŻANIEC. Objawiając się swoim dzieciom, przypomina: „Chcę, abyście codziennie odmawiali Różaniec” – powtarza to w polskim Gietrz­wałdzie i m.in. w Fatimie. Nawet Matka Boża z Guadalupe przynosi ze sobą rys różańcowy. Jest to pierwsze objawienie uznane przez Kościół z 1531 ro­ku. Ślad różańcowy odnajdujemy na Jej sukni w postaci broszki, która jest jedyną ozdobą Maryi. W powiększeniu widać, że jest to grecki różaniec funkcjonujący od VIII wieku, liczący 33 paciorki, symbolizujący lata życia Jezusa i kończący się krzyżem. Od samego początku Maryja przypomina o tej broni. (…)

Święty Augustyn definiował miłość jako wybór drogi miłości i wierność wyborowi. Piękna miłość jest oparta na Bogu, czystości i wierności. W tym punkcie zacytuje jedną ze studentek, której wypowiedź zawarta jest w mojej pracy magisterskiej. Tak odpowiedziała na pytanie o to, dlaczego wstrzemięźliwość ma dla niej wartość:

„Bo nie jesteśmy zwierzętami, które muszą zaspokajać od razu wszystkie swoje popędy. Człowiek ma własny rozum i powinien potrafić nad sobą panować. Sfera seksualna czło­wieka może być czymś bardzo pięknym i jest czymś bardzo ważnym. Dzisiaj niestety odbiera się seksualności jej war­tość i znaczenie, sprowadzając do czegoś w gruncie rzeczy bez znaczenia i przez to powodując wiele cierpienia (…). Bardzo wiele osób zaczyna związki od seksu i te znajomości często nie są długie, wielu ma co najmniej kilku partnerów seksualnych za sobą. Tymczasem może spróbować życia w czystości? Nauczyć okazywania miłości najpierw na ty­siąc innych sposobów, w wielu momentach życia dużo waż­niejszych niż seks? A seks zostawić na koniec dla tej wyjąt­kowej osoby? Bez konieczności tłumaczenia jej, że jest np. 15. wyjątkową osobą… Jeżeli ma się coś i daje się to wszyst­kim, to po pewnym czasie staje się bezwartościowe. Jeśli zachowuje się dla kogoś, z kim chce się przeżyć życie, jest to piękne i ma bardzo dużą wartość„.

Kształtowanie pięknej miłości zaczyna się już od dzieciństwa. Zadanie to jest powierzone głównie ro­dzicom, ale także nauczycielom, wychowawcom, kate­chetom. Ostatnio jedna koleżanka powiedziała mi, że podziwia swojego tatę za to, że od młodości strzegł jej czystości. A jak? Zwracał jej uwagę na jej skromny ubiór, by spódniczka nie była za krótka, by nie malo­wała paznokci, by się uczesała. Wtedy było to dla niej trudne do przyjęcia, ale dziś jest mu wdzięczna za tę troskę. (…)

Czystość przynosi ra­dość. Prawdziwą radość, której nie może dać świat. Radość pochodzącą od Boga. Doświadczamy pokus nieczystych, ale one nie są jeszcze grzechami, póki z nimi walczymy. Po zwycięskiej walce, człowiek jest umocniony bardziej, niż był przed walką.(…)

To, co się dzieje na świecie, potrzebuje naszego sprzeciwu. Kapłani, jesteście najbardziej atakowani przez diabła, dlatego że to właśnie Wy macie ten głos podnosić i powinien być słyszalny. Dziwi mnie to, że tak mało mówi się na kazaniach o czystości. Mnie sa­mej też tego zabrakło, kiedy byłam nastolatką. Cały czas szukałam odpowiedzi, jednak brakowało mi kon­kretów. Ludzie są nieuświadomieni i potrzebują świa­tła, potrzebują Prawdy. (…)

Mamy wymagać od siebie, a potem od innych. Jeśli ksiądz ogląda film, gdzie są sceny erotyczne, bo „jest dorosły i przecież to nie pornografia”, to pora się za­stanowić, co by powiedziała Matka Boża, gdyby sie­działa obok nas… Trzeba zmienić sposób myślenia. Myślmy, co by zrobiła Maryja, co by zrobił Jezus. Tyle rozwiedzionych małżeństw, cierpiących, po­ranionych dzieci i aborcji, to żniwo nieczystości, pro­mocji antykoncepcji, konkubinatu, wolnych związ­ków. Zaczyna się przez błahe rzeczy: pocałunki w na­stoletnim wieku, filmy, modę… Wielką krzywdę robi nam dzisiejsza moda.(…)

– Agnieszka Beszłej, „Czas Maryi. Czas na czystość”, Lublin 2018. Kliknij aby zamówić bezpłatny egzemplarz książki.

rozwiń wpis »

Czystość14 maja 2019 r.

rozwiń wpis »

Czy wyrzekacie się?13 maja 2019 r.

rozwiń wpis »

Kościół musi zostać na nowo rozbudzony w duszach6 maja 2019 r.

Nie jest rzeczą oczywistą, że następne pokolenie również będzie tworzyło Kościół. Musi on zostać na nowo rozbudzony w duszach, musi się w nich budować od nowa. Dlatego pytanie, w jaki sposób to się dzieje, jest w najwyższym stopniu naglące, zwłaszcza że najnowsze statystyki pokazują, do jakiego stopnia Kościołowi grozi wykrwawienie, jak realne jest niebezpieczeństwo, że nie będzie on już przestrzenią spotkania różnych pokoleń i wspólnego uczenia się tego co najważniejsze.

Jak zatem rodzi się Kościół – kiedyś i dzisiaj? Po pierwsze, uczniowie udają się do „sali na górze” – jak pisze św. Łukasz – czyli gromadzą się tam, gdzie Pan świętował Ostatnią Wieczerzę. Można by się spodziewać czegoś innego – oczekiwać, że zapytają: „Co mamy robić?”. Pan odszedł, nie pozostawił po sobie nic konkretnego poza obietnicą, że przyjdzie Duch Święty, a oni będą Jego świadkami. Mogliby na przykład powiedzieć: „Przecież nie widać, żeby cokolwiek się wydarzyło”. Albo mogliby postanowić: zbierzmy się razem i przedyskutujmy to, w jaki sposób można utworzyć Kościół. A potem go ustanówmy. Nic takiego się nie dzieje. Idą do Wieczernika, w którym Pan podarował im samego siebie, gromadzą się tam, aby stanowić jedno i aby prosić o Boży dar – o Ducha Świętego. Wiążą się z tym dwie sprawy. Po pierwsze, najwyraźniej są przekonani, że nie mogą po prostu sami powiedzieć: „Utwórzmy Kościół, bo trzeba w koń-
cu ruszyć z miejsca”. Są przekonani, że nie da się arbitralnie utworzyć trwałej, fundamentalnej wspólnoty ani ustanowić jej na mocy własnej decyzji, ale musi się ona rozwijać w sposób organiczny, gdyż jest to żywa rzeczywistość, wykraczająca poza naszą własną sprawczość.

→ zobacz całość…

rozwiń wpis »

Maryja wzorem posłannictwa świeckich30 kwietnia 2019 r.

Wraz z darem życia każdy z nas otrzymał od Boga powołanie do bycia apostołem. Czym zatem jest apostolstwo? Odpowiedź znajdziemy w postawie i życiu Maryi i w akcie Zwiastowania: apostolstwo jest „posłannictwem z góry, zadaniem, które nie wypływa z inicjatywy człowieka, lecz jest dane przez interwencję Boga samego”. Dlatego każde apostolstwo, także świeckich, musi brać swój początek z „tak” powiedzianego Bogu, które łączy się z fiat Maryi. – ks. M. Juritsch SAC

1. Dokument synodalny Instrumentum Laboris pt.: Powołanie i posłannictwo ludzi świeckich w Kościele (por. 26;45) przedstawia Maryję jako wzór wiary i Matkę życia wewnętrznego. Wydaje się jednak, że sformułowania ogólne tekstu nie podkreślają wystarczająco jasno aspektu maryjnego w powołaniu i posłannictwie ludzi świeckich. Jeżeli weźmiemy pod uwagę apostolstwo Maryi w historii zbawienia, charakter maryjny każdego apostolstwa, a szczególnie apostolstwa świeckich, nabiera jeszcze większego znaczenia.

Ten maryjny charakter posłannictwa świeckich został wyrażony już w najstarszych wezwaniach Litanii Loretańskiej: „Maryja, Królowa Apostołów”.

Maryja jest „pierwszą świecką”, gdyż już w momencie Zwiastowania otrzymuje posłannictwo rozciągające się na całą historię zbawienia. Jej „tak” nie jest wydarzeniem prywatnym, lecz dotyczy całej ludzkości. Wśród zwyczajnych ludzi, Maryja spełniła jeden z najbardziej decydujących aktów w całej historii zbawienia.

Już w samym akcie Zwiastowania ukazuje się jasno, czym jest apostolstwo: posłannictwem z góry, zadaniem, które nie wypływa z inicjatywy człowieka, lecz jest dane przez interwencję Boga samego. Dlatego pomijając posłannictwo samego Jezusa Chrystusa, każde apostolskie posłannictwo otrzymuje w postawie Maryi w chwili Zwiastowania swój charakter i specyfikę. Także posłannictwo wiernych świeckich musi brać swój początek z „tak”, które podobne jest do „tak” Maryi.

2. Rozważamy inny aspekt. Maryja jest całkowicie otwarta na Ducha Świętego tak, jak kiedykolwiek mogło to być udziałem człowieka. Jest Ona tą, która zniszczyła wszelkie bariery człowieka w stosunku do Boga; jest w całej pełni otwarta, całkowicie do dyspozycji Boga. Dlatego przez Nią dokonało się wejście Boga w nasz ludzki świat; przez działanie Ducha Świętego Syn Boży stał się człowiekiem, narodził się z Maryi.

W ten sposób postawa Maryi wobec Boga i Jezusa Chrystusa staje się wzorem i pomocą dla każdego człowieka wierzącego. W tym przypadku jednak słowo „wzór” jest niewystarczające, aby wyrazić sposób oraz głębię wpływu, jaki wywiera Maryja na ludzi wierzących. Nie chodzi tutaj o wpływ powierzchowny, czysto zewnętrzny. Duch Święty ukształtował Ją w pełnym tego słowa znaczeniu, tzn. ukształtował Ją w sposób nadprzyrodzony. Maryja jest i pozostanie żywym dziełem Ducha Świętego. Posługuje się On Maryją w dalszym ciągu, sprawiając, że inni czują się przez Nią przyciągani. Wzór Najświętszej Dziewicy nie jest niczym innym, jak tylko dziełem Ducha Świętego, który przez Nią upodabnia serca ludzi do Chrystusa i pragnie przekształcić je w Chrystusa.

3. Istnieje ścisły związek między momentem Zwiastowania a obecnością Maryi podczas Zesłania Ducha Świętego. Maryja otrzymuje razem z Apostołami dar Ducha Świętego. Pozostaje wprawdzie włączona całkowicie we wspólnotę wieczernikową, ale równocześnie jest jej sercem, ponieważ otwiera się w sposób nieograniczony na działanie Ducha Świętego. Dzieje Apostolskie mówią niewiele o obecności Maryi we wspólnocie uczniów, ale refleksja teologiczna ożywiona wiarą odkrywa pomimo to Jej pierwszorzędną rolę.

Karl Rahner nie obawia się wskazać na Maryję jako na „centrum” wspólnoty wieczernikowej. „Punktem centralnym”, nie posiadając „urzędu”, może być tylko Maryja, gdyż w porównaniu ze wszystkimi Apostołami jest Ona najgłębiej zjednoczona z Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym. Stąd wypływa także Jej szczególne miejsce w Kościele.

→ zobacz całość…

rozwiń wpis »

Prof. Jan Duda o małżeństwie30 marca 2019 r.

Żenić się trzeba wtedy, kiedy się znajdzie właściwą osobę. To jest najtrudniejsze. Wbrew pozorom, człowiek tak naprawdę nie ma wyboru, musi się zdać na Opatrzność. Absolutnie nie ma tu żadnego determinizmu. Trzeba spotkać kogoś, ten ktoś musi się otworzyć, trzeba zobaczyć w tym kimś człowieka. Trzeba rozpoznać, czy ma się coś takiego, co ja nazywam „synchronizmem dusz” czyli taką bardzo rozległą płaszczyznę duchowości, która, żeby się dobrze się razem żyło, „musi istnieć”. Wspólna duchowość. Dla nas oczywistym elementem tej duchowości była głęboka religijność, którą ja odkryłem u Jasi, Jasia u mnie po kilku pierwszych spotkaniach. (…)

Dzięki temu, że byliśmy wierzący jechaliśmy z dużym optymizmem. Nie mieliśmy mieszkania, mieliśmy tylko dziecko. Do tego nie przyznali nam hotelu asystenckiego. Żartowaliśmy, że rozbijemy namiot i zamieszkamy na Plantach. Chwilę pomieszkamy, rektor się zlituje i da nam mieszkanie. Kiedy jednak przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że już mamy zarezerwowany pokój.

Szczęście osiąga się przez to, że człowiek ma jakiś cel, realizuje wspólne cele, że po prostu życie ma jakiś sens. Natomiast to małe szczęście osiąga się przez postęp i nadzieję. Że jest postęp, czyli najpierw mieliśmy piętrowe łóżko w hotelu, potem mieliśmy hotel, w którym już było łóżko normalne i łazienka. Wózek, łóżeczko odkupiliśmy od znajomych, bo nie stać nas było na nowe, zresztą wtedy to było powszechne. Nie było tak, żeby kupić, co się chce. Najważniejsze było to podejście, że ja sobie poradzę. Wiadomo, że jak nie tu to tam, gdzieś pójdę, coś załatwię i będzie. I jeszcze to, że potrafiliśmy się cieszyć, że coś się udało, że jest lepiej i że jest nadzieja, bo nadzieja trzyma. To, że mieliśmy 9 m2 nie było problemem, bo była nadzieja, że będziemy mieli mieszkanie. Czekaliśmy w tej tak zwanej „kolejce”, wpłaciliśmy oczywiście swój wkład mieszkaniowy. W naszym przypadku czekaliśmy 10 lat. Inni, którzy działali politycznie, gdzieś tam bokiem dostali za trzy, ale my czekaliśmy spokojnie i… dobrze było. Mieliśmy taką zasadę, że my się po prostu nie sprzedamy. Posiedzimy sobie w tym akademiku spokojnie, byle tylko szło do przodu. (…)

Małżeństwo to jest szansa na sensowny trud. Dla mnie osobiście, to była najważniejsza sprawa. Moja decyzja wynikała między innymi stąd, że mój trud będzie sensowny. Sensowny przez to, że zawsze jest trudem dla kogoś, co najmniej dla nas dwojga, jeśli będą dzieci, to więcej. Wydaje mi się, że jedną z przyczyn kryzysów w małżeństwie jest to, że małżonkowie nie zdają sobie sprawy z tego, że w małżeństwie będzie trud. (…)

Myślę, że my musimy poprzez media, poprzez nasz indywidualny przekaz mówić ludziom: nie bójcie się mieć dzieci, nie odkładajcie tego na potem, bo naprawdę nie warto. Życie jest jedno i właściwie nie ma takiego jednego momentu, w którym można by było powiedzieć: teraz jest idealnie, więc dziecko. Nie ma czegoś takiego. Zawsze coś przeszkadza. Trzeba wierzyć w to, że jeśli człowiek jest otwarty na życie, to, tak jak się mówi: Pan Bóg „daje dzieci – daje i na dzieci”. Żeby nie pomyślano, że jestem jakimś ciemnogrodem, to powiem to naukowo. Potrzeba podjęcia zobowiązania mobilizuje człowieka do aktywności, do pracy. Jeśli mam obowiązki, to więcej daję z siebie, kiedy wiem, że jestem odpowiedzialny za dziecko. Można nie wierzyć, ale nie ma większej radości niż obserwowanie dziecka, jego rozwoju, jego przywiązania do ludzi, tego zaufania, jakie ten młody człowiek ma do swoich rodziców i nie tylko.

– Jan Duda (źródło: „Raport Jasnogórski 2016”, Warszawa 2018, s. 180-198)

rozwiń wpis »

Tożsamość dziecka Bożego14 marca 2019 r.

Dziecko może nie rozumieć ojca, wystarczy, że mu zaufa. Światu brakuje zaufania – zbyt wiele zadawanych ran, zbyt wiele zdrady. I tym bardziej módl się. I jeśli ty nie rozumiesz, to niech ktoś inny modli się za ciebie, o ciebie tak długo, aż spłynie na ciebie łaska. Ojciec Święty wzywa do modlitwy za… za kogoś, za tych wszystkich, dla których pojęcie ojca nie istnieje lub straszy, za cały świat. Tak się wydaje, jakby Jan Paweł II chciał ten świat zanurzyć w modlitwie, osłonić świat płaszczem modlitwy!

Co więcej, Ojciec Święty pisze wyraźnie: „W modlitwie i przez modlitwę człowiek odkrywa w sposób najprostszy i najgłębszy zarazem, właściwą sobie podmiotowość, ludzkie «ja» potwierdza się jako podmiot najłatwiej wówczas, gdy jest zwrócone do Boskiego «Ty»” (str. 8). To wołanie o modlitwę jest szczególnym zobowiązaniem ludzi wierzących – katolików; jeżeli ty wierzysz, że jest Bóg, to daj temu wyraz, daj świadectwo wiary. Wezwanie do modlitwy osobistej i modlitwy w rodzinie.

Z tą modlitwą w rodzinie także bywa różnie; póki dzieci małe, to się modlą z rodzicami, albo częściej z matką – duże jakby się wstydzą modlić razem, a i rodzicom też trudno jest z dorastającymi dziećmi odnaleźć tę wspólnotę w rozmowie z Bogiem. Co przeszkadza ojcu modlić się z dziećmi i wobec dzieci? Sami nie wiedzą co, nieraz właśnie tak mówią: „Tak jakoś przestaliśmy się modlić”.

Ale jeżeli uda się tych wszystkich, co są w domu razem, zebrać i namówić na wspólną modlitwę, wszystko się zmienia – wzrasta miłość. Ale nieraz trudno jest przełamać te, nie wiadomo skąd pochodzące, opory. Zmęczenie, pośpiech, jakiś wstyd fałszywy, może też jakaś nieśmiałość i wreszcie pycha! Człowiek współczesny ma wiele oporów do pokonania, żeby mógł tak zwyczajnie uklęknąć wobec swoich dzieci i razem z nimi mówić „Ojcze nasz”, jeszcze prędzej sam gdzieś w kącie, ale tak na oczach dzieci, dorosłego już może syna?

A właśnie chodzi o to, o ten gest, o to zgięcie kolan przed Bogiem, o to świadectwo, że wierzysz. A przecież każdy wierzący wielokrotnie powtarzał już to „Ojcze nasz”, każdy wiele razy, a Ojciec Święty chce, żeby to samo powiedzieć, ale inaczej, zupełnie inaczej – w prawdzie! To znaczy, żeby nie tylko wyrecytować, ale według tego żyć, to zrealizować, bo ta Chrystusowa modlitwa jest ogromnym wymaganiem, jest niby prośbą, ale zarazem jest wezwaniem do innego życia, jest zobowiązaniem – przecież ta prosta modlitwa każe zmienić cały sposób życia, jeżeli ma być w prawdzie! Każde słowo powinno stać się tematem kontemplacji, najgłębszego rozmyślania po to, ażeby mogło zostać zrealizowane i gdyby tak – gdyby ten Rok Rodziny choć to jedno przyniósł, żeby ludzie wypełniali to zobowiązanie – ileż by się zmieniło na tym świecie!

Nie wiem, ilu jest katolików na świecie i ile rodzin katolickich, ale gdyby istotnie wszystkie te osoby choćby tylko przez ten rok tak się modliły o siebie i za siebie, i o innych i za innych – to taka fala modlitwy musiałaby zmienić losy świata! Tylko że człowiek przełomu wieków nie chce się tak modlić! Odrzuca prawdę, bo jest mu za trudna, a człowiek jest za wygodny, nie chce trudu. Ale może ten następny – ten człowiek XXI wieku odnajdzie swoją właściwą tożsamość dziecka Bożego i może podniesie głowę wyżej i zobaczy, że jest niebo i że nie jest puste, i odnajdzie radość bycia dzieckiem ukochanym przez Boga – Ojca, może…

– Wanda Półtawska, „By rodzina była Bogiem silna…”, Częstochowa 2003.

rozwiń wpis »

Prawdziwa miłość12 marca 2019 r.

Kresem każdej ludzkiej miłości jest spełnianie woli Bożej. Nawet najbardziej niepoważne osoby mówią o miłości w kategoriach wieczności. Miłość jest ponadczasowa.

Kiedy rozwija się prawdziwa miłość, najpierw dwie miłości zwrócone do siebie starają się posiąść siebie nawzajem. Kiedy miłość robi postępy, dwie miłości zamiast szukać siebie nawzajem, szukają obiektu poza nimi obiema. Obie rozwijają pragnienie jedności poza nimi: Boga. Oto dlaczego kiedy dojrzewa czysta, chrześcijańska miłość, mąż i małżonka z biegiem czasu stają się coraz bardziej religijni. Najpierw szczęście polega na spełnianiu woli tego drugiego, później na spełnianiu woli Boga. Prawdziwa miłość jest aktem religijnym. Jeśli kocham cię tak, jak Bóg pragnie, żebym cię kochał, to jest to najwyższym wyrazem miłości. (…)

Miłość nie ma innego przeznaczenia niż posłuszeństwo Chrystusowi. Nasza wola istnieje tylko po to, byśmy ją oddawali. (…) Wszelka doskonała miłość musi na koniec dojść do wołania: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie, Panie!”.

– Abp Fulton J. Sheen, „Maryja. Pierwsza miłość świata”, tłum. D. Krupińska, Kraków 2018, s. 222n.

rozwiń wpis »

Pustynia10 marca 2019 r.

W świętym czasie Wielkiego Postu Kościół raz jeszcze wyrusza w drogę, która prowadzi do dnia Paschy. Idąc za Jezusem i stąpając Jego śladami, wzywa nas, byśmy wraz z Nim przeszli przez pustynię. Historia zbawienia nadała pustyni głęboki sens religijny. Naród wybrany, prowadzony przez Mojżesza, a później kierowany przez innych proroków, doświadczył na pustyni, pośród wielu niedostatków i cierpień, wiernej obecności Boga i Jego miłosierdzia. Żywił się chlebem spadającym z nieba i pił wodę wytryskującą ze skały. Tam dojrzała wiara Ludu Bożego i nadzieja na przyjście Mesjasza-Odkupiciela. Na pustyni głosił także swoje orędzie Jan Chrzciciel, a rzesze podążały do niego, aby w wodach Jordanu przyjąć chrzest pokuty.

Pustynia stała się miejscem nawrócenia i przyjęcia Tego, który przychodzi, aby zwyciężyć smutek i śmierć, będące skutkami grzechu. Jezus, Mesjasz ubogich, których napełnia dobrami (por. Łk 1, 53), rozpoczął swą misję udając się na pustynię, aby tam doświadczyć głodu i pragnienia. Drodzy bracia i siostry, w tym czasie Wielkiego Postu zachęcam was do rozważenia słowa życia, które Chrystus pozostawił Kościołowi, aby oświetlało drogę wszystkich jego członków. Rozpoznajcie głos Jezusa, przemawiającego do was – zwłaszcza w okresie wielkopostnym – w Ewangelii, w liturgii, w pouczeniach waszych pasterzy. Słuchajcie głosu Jezusa, który zmęczony i spragniony mówi do Samarytanki przy studni Jakubowej: «Daj Mi pić!» (J 4, 2).

Wpatrujcie się w Jezusa przybitego do krzyża, konającego, gdy mówi ledwie dosłyszalnym głosem: «Pragnę» (J 19, 28). Dziś Chrystus ponawia to wezwanie i znów przeżywa mękę konania w naszych najuboższych braciach. Wzywając nas, byśmy w okresie Wielkiego Postu szli drogami miłości i nadziei, wytyczonymi przez Chrystusa, Kościół uświadamia nam, że życie chrześcijańskie prowadzi do oderwania się od zbędnych dóbr; pomaga nam zaakceptować ubóstwo, które wyzwala, usposabia nas do odkrywania obecności Boga i do coraz aktywniejszej solidarności wobec braci, z którymi tworzymy coraz szerszą wspólnotę. Wspomnijcie słowa Pańskie: «Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody» (Mt 10, 42). Całym sercem i z nadzieją rozważajcie też słowa: «Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, (…) bo byłem spragniony, a daliście Mi pić» (por, Mt 25, 34-35). (…)

– św. Jan Paweł II, 18 września 1992 r.

rozwiń wpis »

Wielki Post jest czasem prawdy6 marca 2019 r.

Wielki Post jest czasem prawdy. Zaiste, wezwany przez Kościół do modlitwy, pokuty i postu, do wewnętrznego i zewnętrznego ogołocenia z siebie, chrześcijanin staje przed Bogiem i uznaje się za tego, kim jest, odkrywa siebie na nowo.

„Pamiętaj, człowiecze, że prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Pamiętaj, człowiecze, że jesteś powołany do innych rzeczy, niż te dobra ziemskie i materialne, które mogą cię odwieść od tego, co istotne. Pamiętaj, człowiecze, o twym podstawowym powołaniu: pochodzisz od Boga i powracasz do Boga z perspektywą zmartwychwstania, które jest drogą wytyczoną przez Chrystusa. „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14,27).

Czas głębokiej prawdy, który nawraca, przywraca nadzieję i – stawiając znów wszystko na swoim miejscu – uspokaja i sprawia, że rodzi się optymizm.

→ zobacz całość…

rozwiń wpis »
« Poprzednia stronaNastępna strona »
Portal społecznościowo-informacyjny DEON.plWydawnictwo Ludzie BogaFronda.pl - portal poświęconyKonferencja Episkopatu PolskiMiłujcie się! - katolicki dwumiesięcznik ewangelizacyjnyRada Szkół KatolickichŚwiatowe Dni Młodzieży - Kraków 2016Wiara.pl - portal ludzi otwartychDon BOSCO - salezjańskie pismo dla rodziców, nauczycieli i wychowawcówKatecheta - pismo wychowawców katolickichMłodzieżowa Agencja Informacyjna Maika
© RADA SZKÓŁ KATOLICKICH, Skwer Kard. Stefana Wyszyńskiego 6, 01-015 Warszawa, e-mail: biuro@rsk.edu.pl, tel. (22) 530 49 07.
Wsparcie techniczne zapewnia: http://ordigital.pl