Tydzień Wychowania

 

Wpis O zgodności prawa cywilnego z prawem moralnym

Jan Paweł II«W ciągłości z całą Tradycją Kościoła pozostaje także nauczanie o koniecznej zgodności prawa cywilnego z prawem moralnym (…) Tak więc ustawy, które dopuszczają bezpośrednie zabójstwo niewinnych istot ludzkich, poprzez przerywanie ciąży i eutanazję, pozostają w całkowitej i nieusuwalnej sprzeczności z nienaruszalnym prawem do życia, właściwym wszystkim ludziom, i tym samym zaprzeczają równości wszystkich wobec prawa. (…)

Przerywanie ciąży i eutanazja są zatem zbrodniami, których żadna ludzka ustawa nie może uznać za dopuszczalne. (…) Tak więc w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”.»

– Jan Paweł II, Evangelium vitae, 72, 73.

Wpis Wolność dana i zadana

Jako synowie Boga nie możemy być niewolnikami. Nasze synostwo Boże niesie w sobie dziedzictwo wolności. (…) Wolność jest dana człowiekowi od Boga jako miara jego godności. Jednakże jest mu ona jednocześnie zadana. (…) Wolności bowiem człowiek może używać dobrze lub źle. Może przez nią budować lub niszczyć. Zawiera się w jasnogórskiej ewangelizacji wezwanie do dziedzictwa synów Bożych. Wezwanie do życia w wolności. Do czynienia dobrego użytku z wolności. Do budowania a nie do niszczenia.

– św. Jan Paweł II, Częstochowa, 19 czerwca 1983, Msza św. na Jasnej Górze.

Wpis List pasterski z okazji X Tygodnia Wychowania w Polsce

Umiłowani w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia,

Dzisiejsze czytania mszalne wyrażają prawdę o tym, że w osobisty rozwój każdego człowieka wpisane są relacje z bliźnimi. Prorok Ezechiel przypomina o naszej odpowiedzialności za innych, wyrażającej się w tym, by nie przechodzić obojętnie wobec ich błędów i upadków. Jezus rozszerza krąg odpowiedzialności, mówiąc w Ewangelii o roli, jaką w „pozyskiwaniu brata” może spełnić pojedynczy człowiek, krąg bliskich osób i wreszcie wspólnota Kościoła. Troska o drugiego człowieka jest realizacją przykazania miłości. Św. Paweł pisze w Liście do Rzymian, że stanowi ono fundament, na którym opierają się wszystkie przykazania.

Wskazówka Apostoła: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością” jest kluczem do twórczego i głębokiego przeżywania relacji z bliźnimi – w rodzinie, we wspólnocie, wśród przyjaciół, w środowisku zawodowym czy w innych sferach życia. W przyszłą niedzielę w naszej Ojczyźnie rozpocznie się X Tydzień Wychowania, którego hasłem będzie wezwanie „Budujmy więzi”. Warto przypomnieć słowa św. Jana Pawła II: „Podobnie jak roślina potrzebuje światła i ciepła dla swego rozwoju, tak człowiek miłości.” (Jan Paweł II, Anioł Pański, 26 grudnia 1982). Budowanie dojrzałych, głębokich relacji opartych na miłości jest też warunkiem skuteczności procesu wychowania.

1. Budowanie dojrzałych więzi a osobisty rozwój

Papież Franciszek w Adhortacji Amoris laetitia przedstawia obraz szczęśliwej rodziny: „Przekraczamy zatem próg tego pogodnego domu, gdzie rodzina siedzi wokół świątecznego stołu. W centrum spotykamy ojca i matkę z całą ich historią miłosną. W nich wypełnia się ów pierwotny plan, który sam Chrystus przywołuje z mocą: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? (Mt 19, 4).” (Papież Franciszek, Adhortacja Amoris laetitia 9)

Trudny czas epidemii, który mocno się wpisał w historię rodzin w naszej Ojczyźnie i na całym świecie, stał się dla wielu z nas okazją do refleksji nad dotychczasowym życiem. Przymusowe pozostawanie w domu w gronie najbliższych pozwoliło nam wyraźniej zobaczyć, co tak naprawdę kryje się w naszym wnętrzu. Być może udało się nam zobaczyć, wokół jakich wartości skoncentrowane jest nasze życie, ujawniły się emocje, wyszły na jaw słabości i mocne strony wzajemnych relacji. Warto jeszcze raz objąć myślą ten okres i wyciągnąć z niego praktyczne wnioski.

„Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra.” (Rz 8, 28). Te słowa z Listu do Rzymian mówią o tym, że nie ma w naszym życiu niczego, czego Bóg nie mógłby wykorzystać dla naszego wzrostu. Dotyczy to także ostatnich miesięcy. Niejedna rodzina ma powód, by dziękować Bożej Opatrzności za dobre wykorzystanie okazji do pogłębienia relacji i wzmocnienia wzajemnej miłości. Trzeba jednak dodać, że również ci, którzy dzięki czasowemu porzuceniu zawrotnego tempa spraw dostrzegli, że ich relacje rodzinne wymagają uzdrowienia, mogą być wdzięczni, że dysponują diagnozą umożliwiającą wprowadzenie zmian w najistotniejszej przecież sferze życia. Warto wykorzystać tę niepowtarzalną okazję. Może potrzebna będzie rozmowa z duszpasterzem, z doradcą rodzinnym, czasem z terapeutą. Owocem pozytywnie przeżytego kryzysu jest pogłębienie i umocnienie relacji. Jak wielu małżonków może powiedzieć: „Gdyby nie trudny okres, jaki mamy za sobą, nie bylibyśmy dziś tak kochającą się rodziną”.

Cechą charakterystyczną naszych czasów jest indywidualizm i zanik więzi społecznych. Tymczasem w każdym z nas jest głęboka potrzeba relacji. Warto przytoczyć przypowieść Jezusa o kobiecie, która odnalazła zagubioną drachmę. Z radości zaprosiła przyjaciółki i sąsiadki: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam” (Łk 15, 9). Spontaniczny odruch serca każe kobiecie dzielić radość z innymi. W czasie epidemii wielu z nas zatęskniło za swymi krewnymi, przyjaciółmi i znajomymi. W prowadzonych rozmowach telefonicznych można było często usłyszeć: „Jak tylko to wszystko minie, musimy się spotkać.” Warto dotrzymać takich obietnic. W epoce, której wyrazem wzajemnych relacji są często jedynie kontakty poprzez media elektroniczne, w sercach wielu osób odżyło pragnienie rozmowy i prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. Nie powinniśmy go w sobie zagłuszać.

2. Wychowanie do dojrzałego korzystania z mediów elektronicznych

Papież Franciszek przypomina, że „w Nowym Testamencie mowa jest o Kościele zbierającym się w domu. Przestrzeń życiowa rodziny może być przekształcona w Kościół domowy, w miejsce sprawowania Eucharystii, obecności Chrystusa siedzącego przy jednym stole” (Papież Franciszek, Adhortacja Amoris laetitia 15).

Nic nie zastąpi udziału we Mszy św. wraz z braćmi i siostrami zgromadzonymi razem w kościele. W sytuacji, gdy z przyczyn od nas niezależnych było to niemożliwe, mieliśmy okazję doświadczyć, na ile nasze domy są rzeczywiście domowymi Kościołami. Wiele rodzin ożywiło wspólną modlitwę, podejmując choćby lekturę Pisma Świętego. Dziękujemy rodzicom, którzy w duchu odpowiedzialności za wiarę swych dzieci jeszcze gorliwiej niż do tej pory realizowali spoczywające na nich obowiązki pierwszych i najważniejszych katechetów.

Nieocenioną pomocą w praktykowaniu wiary okazały się w ostatnim czasie media społecznościowe. Dzięki transmisjom online wiele osób miało możliwość kontaktu ze swym kościołem parafialnym, udziału we Mszy świętej, we wspólnej modlitwie czy w rekolekcjach wielkopostnych. Powodzeniem cieszyły się nagrania wartościowych homilii, odwiedzano strony zawierające teksty czy filmy o tematyce religijnej. Doświadczenie to uczy, jak ważnym zadaniem wychowawczym jest kształtowanie postawy dobrego korzystania z mediów cyfrowych. Częstym zabiegiem wychowawczym podejmowanym w tej dziedzinie jest ograniczanie czasu, jaki spędzamy przy komputerze. Z całą pewnością nie można bagatelizować tego problemu, zwłaszcza, że zbyt długie, bezmyślne korzystanie z Internetu czy gier komputerowych zabiera nam czas, który moglibyśmy przeznaczyć na modlitwę, rozwój prawdziwych, głębokich relacji, wartościową lekturę czy pracę. Nie można jednak nie zauważać także innych obszarów pracy wychowawczej w tej sferze. Papież Franciszek zwraca na przykład uwagę na potrzebę rozwoju zdolności odkładania zaspokajania pragnień: „Nie chodzi o zabranianie dzieciom zabawy na
urządzeniach elektronicznych, ale znalezienie sposobu zrodzenia w nich zdolności do (…) nie stosowania prędkości cyfrowej we wszystkich dziedzinach życia. (…) Kiedy wychowujemy, aby nauczyć odkładania pewnych rzeczy i poczekania na stosowną chwilę, to uczymy wówczas, co znaczy być panem samego siebie, niezależnym od swoich impulsów” (Papież Franciszek, Adhortacja Amoris laetitia 275).

W ostatnim czasie mogliśmy się przekonać, że wiele dziedzin życia mogło się rozwijać, z pewnością w niepełnej formie, dzięki mediom elektronicznym. Obok przeżywania wiary, można tu wymienić zdalne nauczanie realizowane przez szkoły i wyższe uczelnie czy przepływ informacji. Wśród celów uwzględnianych w wychowaniu i edukacji nie może zabraknąć kształtowania kompetencji odpowiedzialnego poruszania się w świecie mediów społecznościowych.

3. Fundamentalne znaczenie relacji z Bogiem

W czasie ograniczeń spowodowanych epidemią wielu z nas uświadomiło sobie, jak ważne znaczenie ma dla nas wspólne praktykowanie wiary. W zupełnie inny niż do tej pory sposób przeżyliśmy tegoroczne Triduum Paschalne i Święta Wielkanocne, brakowało nam świątecznej i niedzielnej Mszy świętej. Ten czas, pełen tęsknoty za powrotem do zwyczajnych form religijności, mógł się przyczynić do wzmocnienia naszej osobistej relacji z Bogiem. Człowiek, który rozwinie taką relację, przekona się, że jest ona silniejsza niż wszystkie okoliczności zewnętrzne. Powtórzy wtedy za św. Pawłem, że „…ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8, 38-39).

Robotnicy z przypowieści o winnicy, mieli za złe gospodarzowi, że płacąc za pracę zrównał ich z tymi, którzy przepracowali tylko jedną godzinę. Zależało im na tym, co mogą otrzymać, a nie na relacji z właścicielem winnicy (Mt 20, 1-16). Warto przyjrzeć się swojej modlitwie i zastanowić się, na czym tak naprawdę nam zależy – na samym Jezusie czy na tym, co możemy od Niego otrzymać.
Odkrywajmy codziennie w swym życiu obecność Jezusa, najlepszego i najważniejszego Przyjaciela. Pomóżmy w tym naszym wychowankom. Osobista relacja z Jezusem, który już nas nie nazywa sługami, ale przyjaciółmi (J 15,15) ma fundamentalne znaczenie dla naszego życia wiarą. Przy tej relacji jeszcze bardziej istotne stają się wszystkie nasze więzi z bliźnimi, nabierając zupełnie nowego, głębszego znaczenia.

Drodzy Bracia i Siostry,
Zachęcamy Was do skorzystania z szansy, jaką niesie z sobą kolejny Tydzień Wychowania, który przeżywać będziemy w naszej Ojczyźnie w dniach od 13 do 19 września br. W tym roku chcemy zaprosić Rodziców, Nauczycieli i Wychowawców, a także wszystkich, dla których nieobojętna jest sprawa wychowania dzieci i młodzieży do refleksji nad fundamentalną rolą, jaką w naszym życiu pełnią relacje z Bogiem i bliźnimi. Wszystkim zaangażowanym w dzieło kształtowania serc dzieci i młodzieży, a także wszystkim podejmującym codziennie pracę nad sobą, udzielamy pasterskiego błogosławieństwa.

Podpisali: Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi obecni na 386. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski, Jasna Góra-Częstochowa, 27-29 sierpnia 2020 r.

List przeznaczony do wykorzystania duszpasterskiego w niedzielę, 6 września 2020 r.

Za zgodność:
+ Artur G. Miziński
Sekretarz Generalny KEP

POBIERZ MATERIAŁY NA X TYDZIEŃ WYCHOWANIA

Wpis Naśladowanie Chrystusa…

Wpis Maryja w dziejach Polski

„Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś Panie”.

„Szczęśliwe Narody, które taką mają historię, jak Polska, szczęśliwszego od Was nie widzę Państwa, gdyż Wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne — obyście to tylko zrozumieli sami” (z akt zakonu Marianów dawnych – białych).

Słowa te, wypowiedział niegdyś do hetmana Stanisława Jabłonowskiego, nuncjusz apost. w Polsce Pignatelli, (przedtem abp Neapolu) późniejszy Innocenty XII Papież, który poznał dobrze i dzieje i ducha Narodu polskiego, a pokochał go tak szczerze i serdecznie najbardziej za jego miłość ku Matce Bożej, za tę miłość i wierność, która się tak bardzo podobała Bogarodzicy, iż „weszła w dzieje Polski i zawładnęła każdym sercem Sarmatów” (z akt zakonu Marianów dawnych – białych) a w końcu, widząc zalewające nas fale złego z cudzoziemskich stron na nas idące i chwiania się Jej Narodu w surowych, staropolskich, zasadach Wiary i poczciwości, widząc też i błądzących królów i wodzów polskich — sama Pani nieba i ziemi raczyła ująć losy nasze w swe niepokalane dłonie, byśmy nie zginęli i nie zmarnieli, i Królową Polski sama się nazwała i mianowała, nim Ją kochający i wdzięczny Naród polski swą Panią, Władczynią i Dziewicy. Pierwsze też pieśni polskie Jej musiały opiewać chwałę, bo najstarsza, jaka się dotąd zachowała pieśń – to nasz hymn narodowy:

Boga Rodzica Dziewica
Bogiem wsławiona Maryja.

Pierwsi Apostołowie Polski wielkimi musieli być czcicielami Niepokalanej, skoro pierwsi nasi Pustelnicy, święci Pięciu Bracia Polacy, jak niesie stare podanie Matkę Bożą, szczególnie ukochali i tej czci, Naród jeszcze pogański uczyli i weń wpajali tak głęboko, że ta cześć Maryi nawet na urobienie charakteru narodowego wpłynęła, a to tak decydująco, że jeszcze i w dzisiejszych czasach nawet zwyrodniały Polak, gdy usłyszy Imię Maryi, z rozgniewanego cichszym się staje, z okrutnika łagodniejszym, z rozpustnika (bodaj na chwilę) zmitygowanym, a już na pewno nie bluźni imieniowi Polskiej Królowej.

Nawet protestanci polscy czczą jakoś Matkę Bożą i nie są wobec Niej tak chłodno lub wrogo usposobieni, jak inne Narody. Niemcy i Czesi, protestanci mordując za Wiarę Błog. Jana Sarkandra, lub Wielebnego Adama Jastrzębiec Mańkowskiego w Kłodzku 17 X 1607 r. za to najbardziej nad nimi się znęcali, że przyzywali na pomoc Bogarodzicę Maryję. Nic dziwnego — wielkiej i świętych nauczycieli miał nasz Naród: św. Wojciech, św. Stanisław, św. Bogumił, św. Wincenty Kadłubek, bł. Iwo Odrowąż, bł. Jakub Strepa, W. Stanisław Hozyusz, Biskupi polscy – toż to pierwszorzędni i wielcy czciciele Niepokalanej, co przeszli tę ziemię naszą wzdłuż i wszerz ucząc nas Wiary świętej, miłości Boga i czci Maryi i tej maryjnej łagodności, jaką się Polacy odznaczali wobec wrogów nawet.

Po wielkich Biskupach polskich, których wielu świętych wspominają dzieje, idzie legion Benedyktynów, Cystersów, Kanoników Regularnych i Norbertanów, co zrosili tę ziemię naszą swoim potem a nawet krwią własną użyźnili, lecz tej krwi nie wypuścili z żył ich Polacy, ale obcy okrutnicy: Prusowie, Jadźwingowie, Niemcy, Litwini, Tatarzy, Szwedzi, Rusy i Czesi – równie nienawidzący Polski potężnej, jak i głębokiej wiary Polaków i surowych ich obyczajów staroświeckich – wiedząc, że trwanie przy Wierze wierne Narodu – potęguje jego siły żywotne, równie, jak i polityczne Korony Polskiej wzmaga znaczenie.

Dziwnie spokojnie, łagodnie i cicho, chętnie nawet przyjęła Polska przed tysiącem lat Chrześcijaństwo. Lechici nie wieszali na krzyżach swoich Apostołów i nie dręczyli ich mękami, jak to gdzieindziej bywało. Nie mówią, tego o nas nawet niechętni nam zawsze – Germanowie. Mały odruch pogaństwa w Polsce – po śmierci Bolesława Chrobrego — rychło był opanowany i krzyż już na stałe rozpościerał swe dobroczynne nad Polską ramiona, a Matka Boża umiłowaną była Panią Narodowi swemu. Doznali Jej łaski i pomocy starzy wojownicy polscy, zabezpieczający byt wolny Narodowi od zawistnych Niemców.

Żywot bowiem Polaków był zawsze jednym bojowaniem z nieprzyjaciółmi Krzyża i Narodu, potem już i Bogarodzicy–Dziewicy. W tych bojach, w tych sprawiedliwych wojnach naszych królów walczących w obronie granic Państwa politycznej niezawisłości i wiary — zawsze, czasem nawet widocznie, wspomagała nas Ta, która z czasem, upodobawszy nas sobie nad innych, nazwała swoimi poddanymi i dziećmi „których wielce kocha dla osobliwszego ku Niej nabożeństwa” (Vita P. Julii Mancinelli). Ileż trudów znojów, boleści i ofiar złożył Naród polski na ołtarzu Maryi w ciągu dziejów, walcząc o swe istnienie i zachowanie wiary katolickiej! Jakichże prześladowań nie doświadczył, choćby za samą swoją wiarę i apostolstwo wśród Narodów bałwochwalczych, jak Prusowie, Jadźwingowie i Litwini, których pozyskiwał i pozyskał Bogu miłością i nadawaniem swych mądrych praw i przywilejów, lub przywodził do uznania oczywistej prawdy katolickiej, pseudo–chrześcijan: Rusinów, Białorusów, Rosjan, Tatarów, Szwedów, a i Niemców !…

Niech nam tu świadczy wielki nasz Apostoł Jacek św. Cudotwórca, bł. Sadok Sandomierski i bł. Urban Podkamieński z całym legionem Dominikanów, co i nauką i cudami całe Narody Chrystusowi pozyskali, lub ich w wierze katolickiej umocnili — a cześć Królowej Polski wkorzenili tak głęboko, iż dzisiaj się nie uda nikomu oderwać Polaków, i tego Państwa naszego od Maryi. Ich pracą wyciśnięty pot i ich męczeńska krew, tak głęboko wsiąkła w polską ziemię, że ona, dotąd woła za nami do Boga o miłosierdzie, bo jej nie wytoczyli Polacy, ale obcy, w chwilach, gdy im głosili „Dobrą Nowinę”, lub śpiewali na cześć Pani Nieba i Polski Salve Regina! A setki ich było. Taką to zapłatę z pogańskich czy heretyckich rąk za szerzenie Królestwa Bożego, i szczepienie nabożeństwa do Bogarodzicy otrzymali i inni Polacy z różnych Zakonów, jak setki Benedyktynów Świętokrzyskich z bł. Stanisławem Opatem, Cystersów Mogilskich z bł. Zbigniewem opatem — przez Tatarów okrutnie za Wiarę pomordowanych. Wielu Braci Mniejszych w Zawichoście i na Litwie, znaczny poczet członków Tow. Jezusowego z bł. Andrzejem Bobolą (obraz obok) i Wojciechem Męcińskim na czele. 25 Bonifratrów, 13 Marianów z W. Januszem Marią od Królowej Korony Polskiej Piotrowskim, którzy ze śpiewem Magnificat, ginęli za Wiarę i tę miłość ku Królowej Korony Polskiej jaką ten Zakon powstały na skutek ślubów Jana Kazimierz od samego swego W. Założyciela był natchniony w tej miłości wychowany i do dziś trwający i wiernie i szczerze! Zakon Augustiański także liczy kilkunastu Polaków męczenników za wiarę świętą. (Ich obraz MB Królowej Polski – kopia bledzewska – zob. Wieluń – str. 40).

Nadzwyczajną, wydatną i stałą miłością Królowej Korony Polskiej odznaczał się po wszystkie czasy prastary, wspaniały, wielki, gorliwy i świątobliwy Zakon Paulinów od pięciuset lat straż pełniący w imieniu Narodu polskiego przed Obrazem Cudownym na Jasnej Górze w Częstochowie — z taką troskliwą pobożnością i wiernością przykładną, na jaką tylko stać wiernych synów Polski. Szatę tego białego Zakonu nieraz na ziemiach polskich ufarbowali krwią wrogowie Wiary św. katolickiej. Szczególnie sławnym było męczeństwo 12 Paulinów jasnogórskich w dniu 18 maja 1430 roku przez husyckich Czechów, nienawidzących Maryi, a pragnących zbogacenia się skarbami: Polaków na Ołtarzu Królowej Polski składanymi. Oni to, wtargnąwszy do przesławnego Klasztoru Częstochowskiego, wtedy jeszcze nie ufortyfikowanego, z całą zajadłością rzucili się na synów św. Pawła Pustelnika, żądając wydania świętego Obrazu Niepokalanej Bogarodzicy i skarbów, a także i przyjęcia nauki heretyckiej. Przerażeni zakonnicy – co młodsi – rozbiegli się na wszystkie strony, pozostała tylko starszyzna zakonna w ostrości życia zahartowana i na śmierć za cześć Bogarodzicy Maryi gotowa w liczbie 12 Ojców i braci z Bł. O. Januszem z Krakowa, przeorem na czele.

Wiernie aż do wylania krwi bronili Polacy honoru i czci swej Pani czym zasłużyli, że Ona sama Królową naszą się ogłosiła i wyznała. Zasługi to Ojców naszych, bo staropolskie ich cnoty, to sprawiły, że dziś możemy się szczycić, że istniejemy pod słodkimi rządami Nieba i Polski, Królowej Maryi. Wypróbowawszy ta Opatrzność naród nasz i doświadczywszy nas, iż dla wiary, dla Chrystusa, dla czci Jego Matki Niepokalanej gotowiśmy i na śmierć iść i na wojnę, byle tylko rozszerzyć lub ugruntować Królestwo Boże na ziemi i w sercach ludów ościennych i dalszych – postawił nas Bóg na pograniczu prawie chrześcijańskiego świata: Polska stanęła jako wielkie a żywe przedmurze wiary i oświaty. I stanął żołnierz wierny, opatrzny, polski żołnierz, co piersią i krwią własną, serdeczną krwią sarmacką, przez długie, długie wieki zasłaniać będzie świat chrześcijański to jest całą Europę, przeciw wszelkiemu bisurmaństwu. A piersi te mężne czymże uzbrojone? Ryngrafem Maryi lub Jej Szkaplerzem karmelitańskim, który ręka wojownika – ozdobiona zresztą i różańcem przyciskała gorąco do piersi, „bo granaty od tej szaty odpadać zwykły”.

Takich to żołnierzy, których potomkami my jesteśmy, postawiła Opatrzność w chwili, gdy Carogród, świetna Konstantyna Wielkiego i jego następców stolica, pełna błędów i herezji i odszczepieństwa i niesnasek i grabieży i straszliwej rozpusty, a bezecności – wpadł w ręce Turków tak marnie i na tak długie, długie wieki – że Europa drżała przed srogą mocą panteistycznego Allacha. Dumny półksiężyc mahometański przerażał całe chrześcijaństwo oraz rycerstwo Europy. Zaczęto się modlić o pomoc z nieba. Bóg zesłał tę pomoc skuteczną – posyłając na ratunek światu Rycerzy Maryi – Polaków! Tak jest! Nas posłał Bóg wejrzawszy na pokorę naszą, na sprawność naszą, na czystość obyczajów dawnych ojców naszych, na zachowanie postów kościelnych w państwie Piastowskim i Jagiellońskim, w państwie Batorego i Sobieskiego, wejrzał Bóg na uroczyste święcenie niedziel przez praojców naszych i na tę miłość Jezusa i Maryi; a przywiązanie do Kościoła świętego Apostolskiego, rzymskiego, jedynego Chrystusowego, i to aż – do wylania krwi! Nie darmo nas tedy nazywają narodem męczenników. Stało się to, ani wątpić, jakby na prośbę naszej Władczyni i Pani niebawem już Polski Królowej.

Odczuł to świat cały, odczuł potężnie, bo ilekroć reszta Europy zagrożona zostanie – na Polskę skierują się oczy świata i nadzieje – i do Krakowa pójdą papieskie legaty wołać ochrony, ratunku, pomocy i rady. Nadeszły w końcu czasy, że gdzieindziej już głos Stolicy Apostolskiej nie znajdował posłuchu, chyba w rzadkich chwilach, za wpływem świętych papieży, jak Piusa V, Dominikanina, istotnego zwycięscy z pod Lepanto. W Polsce naszej jednak, w Królestwie Maryi, z niebios jakby naznaczonej na to, Papieże znajdują zawsze pierś gotową, krew bohaterską, ku obronie chrześcijaństwa, choćby kosztem najboleśniejszych ofiar, „boć nie nowina Polakowi iść na pomoc Kościołowi”. Od Bolesława Chrobrego, który w takiej czci miał kapłaństwo Chrystusowe, że „nie śmiał siąść pierwej do stołu jeżeli tego nie czynił kapłan”, od tego mądrego i wielkiego króla, którego przyjaźnią szczycili się święci Otton i Brunon, aż do Bolesława Wstydliwego i dalej, wiernie Matce Bożej służą nasi królowie, a im są wierniejsi oni Najwyższej Władczyni Polski, tym silniejsi i szczęśliwsi, tym potężniejsi wewnątrz, a straszliwsi wrogom!

O, tak! Polska „Ojczyzna w przeszłości jedyna, co z piersi swej miłość, a nie rozbój sieje, co mieczem tylko świat ewangelizuje, gardzi grabieżą, nie pragnie zdobyczy. Spaja się z braćmi… Istotnie, spaja się z braćmi, i to po piastowskiej epoce, której święta niewiasta Dąbrówka królowa przewodziła, druga epoka przeszłości naszej, druga chluba, a zasługa niezmierna wielkiej czcicielki Marii bł. Jadwigi królowej polskiej, ofiarą swego serca gotującej Unią Horodelską i Lubelską, nawracając Litwę – i czym prędzej stawiając kościoły i klasztory pod wezwaniem Bogarodzicy. Dzieje tej Unii w zdumienie wprawiają świat cały i zmuszają nawet niechętnych nam schylić głowę przed narodem, co tak przedziwnie wzniośle pojął swe przechrześcijańskie posłannictwo o europejskiej i nadeuropejskiej własności i cnocie, zjawisku niespotykanym w historii narodów innych – spajanie się z braćmi, kojarzenia wolnych z wolnymi, równych z równymi, za pomocą dobrowolnej unii narodowej, religijnej, społecznej i towarzyskiej.

Przypatrzmy się dziejom innych narodów: Francuzów, Niemców, Anglików, Włochów, Czechów, o Rosji już nie mówiąc. Ileż tam znajdziemy przykładów podbojów licznych, zaborów niesprawiedliwych, „aneksji” podstępnych, okupacji niegodziwych im okrutnych, lub połączeń… „dobrowolnych”… Unii Lubelskiej, takiej drugiej unii w imię miłości i wiary u stóp Krzyża zespolenia w jedną całość nie tylko pobratymczej Rusi, lecz obcej a dzikiej i pogańskiej Litwy, zjednoczenia i zespolenia się takiego, które przetrwało wieki w życiu i śmierci, w chwale i pogromie, w męczeństwie i niedoli, łez i krwi, ofiar nieprzebranych, grozy i spustoszeniu pobojowisk, i lodów Sybiru, i sieroctwu wygnania, i katuszom narodowego czy religijnego męczeństwa, nigdzie nie znajdzie w całym świecie. Zasługą to i cnotą Polski ogromną, wiekopomną było i jest, że się z braćmi tak w Chrystusie spajać umiała i wiernie ślubów dotrzymać aż dotąd; – wina jest tamtych, że opuściwszy Chrystusowe prawo, podpuszczeni przez wspólnych wrogów, w dwudziestym wieku rozerwali tę jedność święta z Królestwa Maryi. Ale my, Polacy, trwamy ciągle w nadziei, że błądzący bracia Litwini powrócą do Macierzy i uznają panowanie Matki Bożej nad swym krajem, którą czcić nauczyli ich Polacy; poznają oni, że w jedności siła i potęga i do szczęścia droga i – wrócą do nas, bowiem Opatrzność czuwa nad dawnymi granicami Chrobrych, Jagiellonów i Batorych i kiedyś spoi ziemie Matki Bożej w jedną, już nigdy nie rozerwalną całość, a wtedy my

„Dla błędnych braci otworzym serca
Winy ich zmyje wolności chrzest,
Wtenczas usłyszy nędzny bluźnierca:
Maryja Polski Królową jest!”

Polska tymczasem wierna swemu wielkiemu, apostolskiemu powołaniu, ciągle dalej swe tryumfy i walki na kresach chrześcijaństwa i broni narody przed zturczeniem czy zkozaczeniem. Ponosi i ciężkie ofiary. W roku 1444 ginie pod Warną bohaterski król młodzieniec Władysław w obronie katolickich Węgier. W roku 1527 inny Jagiellończyk znowu znajduje śmierć na polu chwały. Zygmunt Stary i Zygmunt August jak tylko mogą wstrzymują groźną barbarzyńców nawałę, tak, że nie zliczyć nam tych ustawicznych i krwawych zapasów i ofiar ciągłych, jakimi Polska okupywać musiała szczytne posłannictwo swoje. Dość wspomnieć, iż stary rycerz Bogarodzicy, hetman Żółkiewski, 30 większych bitew z Turkami naliczył w życiu swym, zanim bohatersko zginął on sam, syn jego Jan, z ran pod Cecorą otrzymanych, wnuk po kądzieli Daniłłowicz i prawnuk a brat Jana, Marek Sobieski, poległy pod Batowem.

Zasługi Polski przemilcza dziś Europa, aby się zawstydzić wobec nas, jak zawstydziła ją niegdyś wielkość i zasługa króla Jana III, niewdzięczność świata, co go ścigała za życia, nie przestaje i dziś ścigać pamięci jego i jego zasłużonego narodu, z którym wraz ochronił on i ocalił całe chrześcijaństwo. Dziś tej zasługi nie pomny jest świat i nie odwdzięcza się jej, ale Bóg pamięta i Jego Opatrzność, odda najwyższą sprawiedliwość, która wedle nieomylnych zapewnień Ewangelii: „odda każdemu według uczynków jego” (Mat. XVI, 27). Ta to sprawiedliwość Boża wskrzesiła nas i ożywiła politycznie, abyśmy dalej, i jeszcze wierniej służyli Bogu, bo od nas dziś niemniej wymaga Pan, niż od ludu izraelskiego, gdy go z Egiptu wywiódł, z ciężkiej niewoli na wolność, aby – jak uczy Skarga – „uczynić sobie z nich Królestwo i Rzeczpospolitą porządkiem, urzędem i prawem dobrze osadzone i postanowione. – I mówił tak do nich (Pan) przez Mojżesza:

„Widzieliście com uczynił Egipcjanom, a jakom was nosił na skrzydłach orlich i sobiem was przywłaszczył. Jeśli będziecie słuchać głosu mego i przestrzegać przymierza albo umowy moje z wami będziecie: ja was za swoje dziedzictwo nad inne narody mieć będę; bo moja jest wszystka ziemia, i staniecie mi się królestwem kapłańskim i ludem świętym” (Exod. XIX,4–8)

„Wyjął je Pan Bóg z niewoli tyrańskiej – mówi dalej Skarga – ale je pod swe prawa święte i sprawiedliwe i służbę swoją zniewolił, a taka niewola jest prawdziwą wolnością, gdy służy temu, który przyrodzonym Panem naszym jest, który służbę dobrze płaci, którego służba wdzięczna jest samym królowaniem. Daje się też w tych słowach Pańskich znać, że królestwa Onego i Rzeczypospolitej świeckiej fundamentem chciał Pan Bóg mieć religię albo kapłaństwo, gdy je tak ochrzcił i nazwał: iż gdyby kto zapytał, jako to królestwo nazywają? – każdy mógłby odpowiedzieć: kapłańskie. Bo na religii, której kapłani nauczają, i na znajomości prawego Boga i służbie jego osadzone jest, i tak się z nim spaja i żeni, jako fundament budowy, która na nim polega i bez którego upada

Religia jest fundamentem królestw u ludzi Boga prawego. Co i sam rozum przyrodzony pokazuje; bo królestwa i Rzeczypospolite bez Boskiej pomocy fundować się i stać i obrony mieć nie mogą i przychodzą na nich takie trudności przypadki, z których żadną pomocą i radą wyjść nie mogą, aż pomocą Najwyższego Króla i Boga, który wszystko może… Co jedno było królestw chrześcijańskich, wszystkie się na religii pobudowały i fundowały. To także królestwo Polskie na tejże się religii opierało… nigdy jej nie odmieniając. Królowie nasi także z ołtarza przez kapłana moc królewską i władzę, za zezwoleniem obywateli tej ziemi, biorą; także Chrystusowi służyć i Kościołowi, jego obroną się być przysięgają. Nic innego też tak pilnego w królewskim swoim urzędzie nie mieli, jak religii bronić, aby tak jak na niej królestwo ufundowane jest, tak na niej szczęśliwie trwało, Boga samego i Chrystusa podporą i utrzymaniem swym mając, a bojąc się pogróżki u Izajasza napisanej: „Królestwo, które tobie (Kościele Chrystusa) służyć nie będzie; upadnie i narody spustoszeją” (P. Skarga: Kazanie sejmowe czwarte).

I sprawdziło się to na nas, gdy naród odstąpił od Boga i dawnego obyczaju, a cudzoziemskie „nowinki” francuskiej rewolucji sobie przywłaszczył, obyczaje domowe skaził, rozwody małżeńskie wprowadził, kult ciała zamiast służby Bożej i rycerskości wojennej sobie upodobał. I trwała sto pięćdziesiąt lat niewola nasza – aż się zmiłował Pan. Warto więc przypomnieć, do jakiego celu nas do życia politycznego powołał Pan. Oto Bóg chciał i chce – to śmiało twierdzimy – uświęcić i uczynić Polskę godną apostolstwa, aby rozniosła daleko chwałę Jego Imienia, dlatego ją wybrał z pomiędzy wielu i ukochał od wieków. Rozkazał przecież, aby stała jako świecznik na granicach północy i wschodu, i bogactwem łask zarzewiem światło jej podniecał; otulał z miłością pierwszy płomień, który wynikał z jej łona, aby go wicher barbarzyństwa nie zgasił. Bóg chciał rozpłomienić żarem swojej miłości, aby zagrzać mogła prawdą oziębłych swoich sąsiadów. I czym jest słońce dla świata, chciał Bóg, aby była Polska dla plemion słowiańskich.

Tak jest! – Polska miała być ogniskiem wiary, miłości i nadziei dla ludów w fałszu błądzących, niby morska latarnia, która w pośród nocy łódkom zbłąkanym przystań bezpieczną wskazuje. Ten był cel zewnętrzny naszego narodu, – cel pojęty od razu, przyjęty powszechnie… Myśmy Bogu służyli – Bóg nam dóbr przymnażał, nie chciał być naszym dłużnikiem. Ileśmy Jemu czystych dusz zyskali, tyle nam oddał w nich chętnych Polaków. Kościół zaręczyć może za czystość pierwszych narodu zamiarów – i święci Polacy zaświadczą, bośmy rzetelnie w każdym naszym czynie chwałę Chrystusa i Jego Matki cześć na widoku mieli. Dalej i dalej – od morza do morza – i jeszcze dalej, bo przy Pańskim Grobie, byliśmy ze Słowem Bożym, z księgą Bożego prawa – i wszędzie Chrystusowej szukaliśmy chwały! Kościół katolicki wytyczył nam drogę, my idąc za szlakiem, jako siewcy, sialiśmy ziarna prawdy Bożej. Bóg deszcz swej łaski spuścił, grunt w plon bogaty niebu przyniósł modlitwę, a nam miłość bratnią…

Tak było w Polsce, i Bóg błogosławił. Wplatał w nasz Wienie coraz świeższe kwiaty swobód i szczęścia, i nowych korzyści, które wyrosły na polu poświęceń… I do ogniska Polski, płonącego wiarą, gromadziły się chętnie pobratymcze ludy, zasiadły w koło, węzłem się łącząc jedności. Nie tam, gdzie dosięgła orężem, lecz tam, gdzie wiarą dosięgła, stanęły kraju granice. Nie liczbą niewolników, ale liczbą braci zwiększała swą ludność, wszystko wcielając w jedną zgodną całość, przez Bożą siłę miłości i prawdy… Postawił Pan Bóg sztandar dwubarwny w pośrodku nas i zatknął na drzewcu chorągwi naszej znak Odkupienia: a w tym godle zamknął całą myśl żywota naszego… Chciał On, aby nasz sztandar był jako biała szata Bożego Męczeństwa, na której niema plam i brudu ni z ziemi, ni z grzechu, jeden strumień czystej krwi, za prawo przelanej. Chciał wreszcie, abyśmy nieśli zawsze przed sobą Jego wiary; i widzimy, że zaledwie rozwinęła Polska tę opatrznościową chorągiew swoją i podniosła na wieżach stolicy, zaraz ją powitały ludy Boże radosnym okrzykiem i uczciły pokłonem. Niewierne tylko narody zmierzyły nas okiem niechęci i trwogi, a namaściły ręce do nowych zapasów z młodym szermierzem. Ale wówczas staliśmy mężnie, niezłomny hufiec otaczał świętą chorągiew. Wiara w Krzyż Pański naszą siłą, niewinność tarczą, poświęcenie hasłem.

Polska niejednokrotnie poprzez swoje dzieje była cudownym zjawiskiem w Europie, składała wzory męczeństwa za wiarę w synach swoich, unickich chłopach Podlasia, a i dziś w rosyjskim państwie imiona męczeńskie polskich kapłanów: arcybiskupa Cieplaka i wielebnego kapłana Budkiewicza z towarzyszami – olśniewają świat męstwem, którym nie wykazali się schizmatyccy duchowni rosyjscy. O tak, bo nad naszą kołyską w początkach cywilizacji pochylał się, niby czuła matka, Kościół katolicki, a błogosławił mu zastępca Chrystusa – papież rzymski. Polska „w świeckie dzieje swe wpajając wolę i zakon Bożego Syna”, wyznawała jawnie i czciła jako Pana i królów Króla Jezusa Chrystusa, a w ślad za Nim i z Nim wespół wyznawała i czciła, jako Matkę swą i Panią, Niepokalaną Rodzicielkę Jego Maryję. „Polska zawsze, śmiało rzec można, była Królestwem i Rzeczpospolitą Maryi, wołając do Niej głosem całej przeszłości, głosem czynów i modlitw, głosem hołdów królów swych i rycerzy, panów i ludu, co mówił Izrael stary, a wierne jeszcze wielkiej swej biblijnej bohaterce i oswobodzicielce: „Tyś sława Jeruzalem, tyś wesele Izraelskie, tyś cześć narodu naszego… i dlatego będziesz błogosławiona na wieki” (Judith XV,10,11).

Polska była prawie że wypieszczona na łonie Bogarodzicy i od początku Jej najmiłościwszą czułą opiekę, – tu jest ta tajemnica naszego życia i naszej nieśmiertelności wśród śmierci i grobu politycznego. Tym żyła i jaśniała ojczyzna nasza przez długie wieki, straszliwe przechodząc burze i wstrząśnienia – tą opieką Maryi skrzepiona dźwignie się i teraz z nieładu i powojennego zła, i jak niegdyś pod przewodem Bolesława Wielkiego, za pieśnią świętego Wojciecha, swego Arcypasterza i Prymasów polskich poprzednika, po pierwsze laury i zwycięstwa wieńce wśród świstu strzał pogańskich i łamu dzid – tak i dziś wśród spoganiałego świata, osłoniona opieką swej Królowej, zerwie się do chrześcijańskich na nowo czynów i lwią swą, moralną potęgą która w nas drzemie, zadziwi świat i przerazi nowożytne pogaństwo, bo nasza Królowa „wielkie rzeczy dla nas zamierza” (Słowa Matki Bożej do o. Juliusza Mancinellego 1608).

O potędze Królowej Polski świadczy Grunwaldzkie nad zwyrodniałymi Krzyżakami zwycięstwo. A Władysławowi Łokietkowi, gdy do Jej obrazu w Wiślicy przybiegł, by prosić o pomoc przeciw zawsze zdradzieckim Czechom, którzy wtedy zabrali w swą moc Kraków, – na wołanie naszego Łokietka: „Maryjo! Okaż się nam Matką!” – odpowiedziała mu: „Władysławie, powstań, ufaj, zwyciężysz” – i opromieniła pożądanym zwycięstwem lud swój polski i pobożnego, ufającego Jej księcia. Tej wiary, czci i miłości pełna, zajaśniała następnie Polska wielką potęgą i podzieliła się nią z Litwą i Rusią, przydając im i sobie tyle siły i – sławy. Nie darmo starzy Polacy o Maryi śpiewali:

Tyś Polskiego Królestwa
Wszakże Twoja nad Polską
Największą Obroną.
Łaska zawsze słynie;
Tyś od nieprzyjaciela
Pod cieniem Twej opieki
Tarczą i zasłoną.
Włos z głowy nie zginie.

(O. Mieczysław Marya Gorayski, biały Marianin: „Godzinki o Królowej Polski”)

– Józef Stanisław Pietrzak, „Maryja w dziejach Polski” w: „Niepokalana Królowa Polski”, Kraków 1962.

Polecane

Portal społecznościowo-informacyjny DEON.pl
Fronda.pl - portal poświęcony
Konferencja Episkopatu Polski
Miłujcie się! - katolicki dwumiesięcznik ewangelizacyjny
Rada Szkół Katolickich
Wiara.pl - portal ludzi otwartych
Don BOSCO - salezjańskie pismo dla rodziców, nauczycieli i wychowawców
Katecheta - pismo wychowawców katolickich
Młodzieżowa Agencja Informacyjna Maika

Kontakt

TYDZIEŃ WYCHOWANIA
Rada Szkół Katolickich
Skwer Kard. Wyszyńskiego 6
01-015 Warszawa

e-mail: [email protected]
tel: (22) 530-49-07