Tydzień Wychowania

 

Wpis Symbol Krzyża

Krzyż to nie tylko symbol przynależności do grupy religijnej, ale to pamięć o Bogu, który z miłości do nas stał się grzechem (…)

Miedziany wąż uzdrawiał, jednak był znakiem dwóch rzeczy: grzechu, który popełnił wąż, kuszenia, przebiegłości węża, ale także znakiem krzyża Chrystusowego. To była zapowiedź.

Zbawienie przychodzi tylko przez krzyż, ale to ten, na którym zawisł Bóg wcielony. Nie ma zbawienia w ideach, nie ma go w dobrej woli, w pragnieniu, by być dobrym… Nie. Jedyne zbawienie jest w Chrystusie ukrzyżowanym, ponieważ tylko On był zdolny – podobnie jak oznaczał to miedziany wąż – wziąć na siebie cały jad grzechu i uzdrowił nas. A czym jest dla nas krzyż? Tak, to jest znak chrześcijan, to symbol chrześcijan. Robimy znak krzyża, ale nie zawsze robimy go dobrze, czasami czynimy to «ot, tak sobie»… Dlatego, że nie mamy wiary w krzyż. Innym razem dla niektórych jest to znak przynależności: «Tak, noszę krzyżyk, aby pokazać, że jestem chrześcijaninem». To dobrze, ale nie tylko jako znak przynależności, tak jakby to była jakaś drużyna, znak drużyny: to jest pamięć o Tym, który dla nas stał się grzechem.

Bóg mówił do Mojżesza: każdy, kto spojrzy na węża, zostanie przy życiu. A Jezus mówi do swoich nieprzyjaciół: «Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie». Kto nie patrzy na krzyż w ten sposób, z wiarą, umrze w swoich grzechach, nie będzie zbawiony. Dziś Kościół proponuje nam dialog z tą tajemnicą krzyża, z tym Bogiem, który stał się grzechem z miłości do mnie. I każdy z nas może powiedzieć: «Z miłości do mnie». A pomyślmy: jak noszę mój krzyżyk? Jako pamiątkę? Czy wówczas, gdy robię znak krzyża, mam świadomość tego, co czynię? Jak noszę mój krzyżyk? Tylko jako symbol przynależności do jakieś grupy religijnej? Jak noszę mój krzyżyk? Jako ozdobę? Jako wisiorek, z wielu cennymi kamieniami, zrobiony ze złota…? Nauczyłem się nosić go na ramionach, tam gdzie ciąży? Niech każdy z nas popatrzy dziś na Ukrzyżowanego, na tego Boga, który stał się grzechem, abyśmy nie umarli w naszych grzechach, i niech odpowie na te pytania, które zadałem.

– Franciszek, homilia na porannej Mszy w Domu św. Marty, 4 kwietnia 2017 r., źródło: gosc.pl.

Wpis Wprowadzenie w Wielki Post

Zapraszamy do wysłuchania wystąpienia ks. Wojciecha Węgrzyniaka pt. „Wprowadzenie w Wielki Post” w ramach Konferencji Dyrektorów Szkół Katolickich, 27 lutego 2017 r.

pobierz konferencję w pliku mp3

Wpis Krótka synteza wiary

Wpis Jan Duda – Kształtowanie mężczyzny

Wpis Aktor Dariusz Kowalski o wierze

Wpis Dobre rady dla współczesnych meżczyzn

Wpis Stworzeni do bycia domem

Zostaliśmy stworzeni dla rodziny. Dla wielu ludzi fakt ten jest sam przez się zrozumiały; jednak dla innych stanowi tylko pustą obietnicę, stwierdzenie całkowicie niewiarygodne. Przez kilka ostatnich pokoleń daje się zauważyć wielki upadek instytucji rodziny. Przez całe wieku większość małżeństw kończyła się wraz ze śmiercią jednego z małżonków. Dzisiaj wiele małżeństw kończy się w gorzki sposób – rozwodem. Wiele dzieci musi pogodzić się z poczuciem opuszczenia przez jedno lub oboje rodziców. Wielu dorosłych zmaga się z gniewem i traumatyczną świadomością zdrady. Dysfunkcja rodziny ma już charakter epidemii, jeśli nie pandemii.

Dla ofiar takiego stanu rzeczy słowo „rodzina” bynajmniej nie przywołuje szczęśliwych wspomnień i przyjemnych skojarzeń. Wydaje się im okrucieństwem ze strony Boga stworzenie nas po to, abyśmy musieli żyć wśród zdrady, nieżyczliwości, a nawet wyzwisk czy obelg.

Ci, którzy wyrośli w rodzinach dysfunkcyjnych albo zostali zdradzeni przez tych, których kochali, wiedzą, że zostali pozbawieni jakiegoś wielkiego dobra. Ich gniew, gorycz i smutek są tak miażdżące właśnie dlatego, że są świadomi, iż brakuje im czegoś niezwykle istotnego. Zostali pozbawieni czegoś, do czego mieli prawo. Pielęgnują głęboką ranę, która jest znakiem, że coś w naturze zostało przebite, rozcięte lub złamane.

Rana ta świadczy o tym, że ludziom tym brakuje tego, co powinna dawać rodzina. Ich rodziny nie były takie, jakie być powinny, nie realizowały stwórczego Bożego zamysłu. Wina zatem nie leży po stronie Stwórcy, ale po stronie poszczególnych rodzin, które odeszły od Jego planu. Można bez wątpienia stwierdzić, że korzenie dysfunkcji rodziny leżą w grzechu pierworodnym; bowiem rodzina nie jest z pewnością czymś, co Bóg wymyślił aby nas torturować.

W rzeczywistości prawdziwą nadzieję na odzyskanie pełni życia i szczęścia możemy żywić jedynie wówczas, kiedy odkryjemy Boży zamysł rodziny, wynikający z aktu stworzenia. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy nas, że wszyscy musimy „oczyścić serca” z wszelkich „fałszywych (…) wyobrażeń ojca lub matki, które wpływają na naszą relację do Boga. Bóg, nasz Ojciec, przekracza kategorie świata stworzonego. Odnosić nasze idee w tej dziedzinie do Niego lub przeciw Niemu, byłoby tworzeniem bożków po to, by je czcić lub burzyć. Modlić się do Ojca, znaczy wejść w Jego misterium, według tego, jaki jest On sam i jakim objawił Go nam Jego Syn” (KKK nr 2779).

Musimy podjąć wysiłek takiego oczyszczenia, gdyż Boży zamysł co do rodziny to nie tylko recepta na uporządkowane życie domowe (choć to oczywiście również). Jest on spełnieniem naszych najgłębszych tęsknot: za miłością, rodziną, domem. Jest ożywieniem pierwszej, gorącej miłości, do radowania się którą – przez wieczność – zostaliśmy stworzeni. Mało tego, stanowi on tytuł własności dóbr rodzinnych, których nikt, nawet poborca podatkowy, nie może nam odebrać. I wreszcie, objawia się w nim sam Bóg, w swoim najgłębszym misterium.

Rodzina jest bowiem samym rdzeniem ludzkiego doświadczenia, czymś, co jest nam wszystkim znane i co do do czego większość z nas ma pewność, że to rozumie. Tymczasem Boga w Błogosławionej Trójcy pojmujemy w kategoriach czegoś nieskończenie przekraczającego granice naszych umysłów, dalekiego, abstrakcyjnego i niedostępnego. Byłbym skłonny stwierdzić coś przeciwnego: że w rzeczywistości nie rozumiemy tego, co nam się wydaje, że pojmujemy – tzn. istoty rodziny – oraz że posiadamy klucz do zrozumienia tego, co wydaje nam się nieprzeniknione, czyli Trójcy Świętej.

Wierzę w to wszystko, ponieważ doświadczyłem tego. Poślubiłem Kimberly Kirk 18. sierpnia 1979 roku. Stworzyliśmy dom i poznaliśmy radość i przyjemność płynące ze zjednoczenia mężczyzny i kobiety. Jednak to nie dzięki ekstazie naszej cielesnej jedności – choć na pewno w jakiejś mierze ona również się do tego przyczyniła – zrozumiałem po raz pierwszy, jak bardzo wyraźnym odbiciem życia Boga jest rodzina.

Pierwsze objawienie przyszło do mnie w czasie, kiedy Kimberly była już dziewięć i pół miesiąca w ciąży z naszym pierwszym dzieckiem. Jej ciało nabrało nowych proporcji i wówczas o wiele bardziej niż wcześniej zdałem sobie sprawę, że nie zostało ono stworzone wyłącznie do tego, abym ja się nim radował. To, czego pięknem się cieszyłem, stawało się teraz środkiem do wspanialszego celu.

Kiedy Kimberly poczuła pierwsze bóle porodowe, pośpieszyliśmy do szpitala przekonani, że już wkrótce będziemy trzymali w ramionach nasze dziecko. Jednak już na samym początku okazało się, że poród będzie trudny. Żartowałem, że gdyby mężczyźni mogli zachodzić w ciążę, rodzaj ludzki wymarłby krótko po jego stworzeniu. Godziny ciężkiego porodu wlokły się, a ból Kimberly stawał coraz większy. Moje serce zadało wówczas kłam moim żartom, bo w tym momencie bardzo chętnie wziąłbym na siebie jej cierpienie.

Tak minął dzień, potem noc i rozpoczął się kolejny dzień. Po trzydziestu godzinach lekarz stwierdził niewielki postęp i zarządził cesarskie cięcie. W żaden sposób nie odpowiadało to temu, jak wyobrażaliśmy sobie właściwy przebieg spraw, ale zrozumieliśmy, że wybór nie należy do nas. Wyczerpany patrzyłem, jak pielęgniarki przenoszą Kimberly na łóżko na kółkach i wiozą korytarzem do innego pomieszczenia. Szedłem obok, trzymając ją za rękę, modląc się z nią i opowiadając dowcipy czy cokolwiek, aby podnieść ją na duchu.

Kiedy dotarliśmy do sali operacyjnej, pielęgniarki znowu przeniosły Kiberly, tym razem na stół, gdzie przypięły ją pasami i starały się ją uspokoić. Była wyziębiona. drążąca i przestraszona. Stałem obok mojej żony. Jej ciało było rozciągnięte i przywiązane do stołu jak do krzyża, rozcięte na oścież, aby wydać na świat nowe życie.

Nic, co o tych sprawach słyszałem od swojego taty albo uczyłem się na lekcjach biologii w szkole średniej, nie mogło przygotować mnie na ten moment. Lekarz pozwolił mi zostać i przyglądać się operacji. Kiedy chirurg wykonał nacięcie, zobaczyłem wszystkie najważniejsze organy Kimberly. „Zaprawdę”, pomyślałem, „przerażająco i cudownie jesteśmy stworzeni”. I wtedy przyszedł moment, kiedy spośród tych organów, przy pomocy ostrożnych ruchów rąk lekarza, wyłoniło się piękne ciało mojego chłopca, mojego pierworodnego syna, Michaela.

Ciało Kimberly stało się wówczas dla mnie więcej niż piękne. Było skrwawione, rozcięte, przepełnione bólem, a ja patrzyłem na nie jak na coś sakralnego, żyjącą świątynię, święte sanktuarium i ołtarz życiodajnej ofiary.

To życie, które stworzyliśmy wspólnie z Bogiem, a które ona wydała na świat, mogłem teraz oglądać i dotykać rękami. W intymną jedność naszego domu wkroczyła trzecia osoba. Dla mnie, dla nas obojga, był to początek czegoś nowego. Bóg wziął dwa promienne spojrzenia oblubieńców i przekierował je, lecz nie stały sie przez to mniej promienne i mniej pełne miłości. Teraz było nas już troje w szczęśliwym domu, a miłość prowadziła nas ku domowi jeszcze szczęśliwszemu.

Bóg wie, że nie jest dobrze, by człowiek był sam. On nie chce, abyśmy byli sami. Jest to najstarsza opowieść świata, wpisana w sam rdzeń ludzkiej natury: On chce, abyśmy byli domem.

– Scott Hahn, „Na początku jest miłość”, przeł. T. Dekert, Kraków 2012, s. 15-19.

Wpis Godność kobiety…

Kiedy mówimy, że kobieta jest tą, która winna doznawać miłości, aby wzajemnie miłować, mamy na myśli nie tylko i nie przede wszystkim ten specyficzny układ oblubieńczy małżeństwa. Mamy na myśli zakres bardziej uniwersalny, wyznaczony przez sam fakt bycia kobietą w całości relacji międzyludzkich, które na różne sposoby określają współistnienie oraz współdziałanie osób, mężczyzn i kobiet. W tym szerokim i wielorako rozumianym kontekście kobieta jest szczególną wartością jako osoba ludzka, równocześnie zaś ta konkretna osoba ludzka, która jest kobietą, stanowi szczególną wartość osobową ze względu na swą kobiecość. Odnosi się to do wszystkich kobiet i zarazem do każdej z osobna kobiety, bez względu na uwarunkowanie kulturowe, w jakim żyje, niezależnie od takich czy innych jej właściwości duchowych, psychicznych czy cielesnych, jak na przykład wiek, wykształcenie, zdrowie, praca, stan małżeński czy bezżenność.

– św. Jan Paweł II, „Mulieris dignitatem” (fragm.)

Wpis Walka duchowa

Wpis Odkupienie przez miłość

To nie nauka odkupuje człowieka. Człowiek zostaje odkupiony przez miłość. Odnosi się to już do sfery czysto światowej. Kiedy ktoś doświadcza w swoim życiu wielkiej miłości, jest to moment «odkupienia», który nadaje nowy sens jego życiu.

Szybko jednak zda sobie również sprawę z tego, że miłość, która została mu dana, sama nie rozwiązuje problemu jego życia. Jest to krucha miłość. Może zostać zniszczona przez śmierć. Istota ludzka potrzebuje miłości bezwarunkowej. Potrzebuje tej pewności, dzięki której może powiedzieć: «Ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co [jest] wysoko, ani co głęboko, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Jezusie Chrystusie, Panu naszym» (Rz 8, 38-39).

Jeżeli istnieje ta absolutna miłość, z jej absolutną pewnością, wówczas – i tylko wówczas – człowiek jest «odkupiony» niezależnie od tego, co wydarzyłoby się w jego szczególnym przypadku. To mamy na myśli, gdy mówimy: Jezus Chrystus nas «odkupił». Przez Niego nabraliśmy pewności Boga – Boga, który nie stanowi tylko dalekiej «pierwszej przyczyny» świata, gdyż Jego Syn jednorodzony stał się człowiekiem i o Nim każdy może powiedzieć: «Obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie» (Ga 2, 20).

– Benedykt XVI, „Spe salvi”, §26.

Polecane

Portal społecznościowo-informacyjny DEON.pl
Fronda.pl - portal poświęcony
Konferencja Episkopatu Polski
Miłujcie się! - katolicki dwumiesięcznik ewangelizacyjny
Rada Szkół Katolickich
Wiara.pl - portal ludzi otwartych
Don BOSCO - salezjańskie pismo dla rodziców, nauczycieli i wychowawców
Katecheta - pismo wychowawców katolickich
Młodzieżowa Agencja Informacyjna Maika

Kontakt

TYDZIEŃ WYCHOWANIA
Rada Szkół Katolickich
Skwer Kard. Wyszyńskiego 6
01-015 Warszawa

e-mail: [email protected]
tel: (22) 530-49-07